Ratowanie Ziemi

IX Zjazd Ratowników Ziemi

IX-Zjazd-Ratownikow-Ziemi

IX Zjazd Ratowników Ziemi

IX Zjazd Ratowników Ziemi odbył się w dniach 11-12 października 2008r w Warszawie.

Kochani!

Kontakt z Miłością zawsze wnosi ukojenie i zrozumienie, pozbawia nas pytań i dodaje nam mocy. Im bardziej jesteśmy z Miłością zintegrowani, tym więcej możemy zrobić i doświadczyć. Im więcej będzie na Ziemi przebudzonych, otwartych i kochających, tym większa moc dokonania spływa z Nieba na Ziemię.
Duch Miłości rozbrzmiewa coraz głośniej i donośniej, aby ci, co jeszcze śpią, ci, co jeszcze błądzą, obudzili się i zawrócili. Ten dźwięk przypomnienia płynie po całej Ziemi i Kosmosie wołając do wszystkich dusz, istot i stworzenia: „Jesteśmy Miłością! Wróćcie do Miłości! Pozwólcie sobie żyć z Miłością w Miłości”.

W trakcie IX Zjazdu Ratowników Ziemi Jezus przypomniał o mądrość tu i teraz, abyśmy nieustannie uczyli się wybaczyć, mieli na to siłę, wolę i ochotę oraz uwalniali wszystko to, gdzie chcemy sami kogoś związywać i oskarżać. Takie podejście wprowadza nas na Kosmiczne Poziomy Świadomości, całkowite i pełne wybaczenie. Nie mamy wiązać się w starych sprawach, bo wiemy, że Bóg ma dla nas przygotowane nowe zadania i nowe możliwości. Powinniśmy sobie również uświadomić, że nie potrzebujemy wsparcia przeszłości dla przyszłości, bo nasza opoka, moc i mądrość jest w Bogu. Możemy zostać nadzy, ale gdy będziemy kochać i słuchać Boga, to zawsze sobie w życiu poradzimy, nie będzie żadnej sytuacji, w której nie byłoby wyjścia.

Jezus mówił o posłuszeństwie w rozumieniu „Ja i Ojciec to jedno”, i przekazywał nam na poziomach duchowych i energetycznych to rozumienie – „Ja i Ojciec to jedno”! Dzieje się tak wtedy, gdy dążymy do Miłości i rozwijamy w sobie Boskie Cechy. One są dla nas najważniejsze, są inspiracją, celem, drogą, natchnieniem, nadzieją i wiarą, i je powinniśmy zgłębiać, aby zżyć się z każdą z nich tak, byśmy nią żyli, aż będzie naszym żywym przejawieniem, prawdziwą mądrością, naszym atrybutem i pięknością. Przyszła też wyraźna podpowiedź, abyśmy w życiu nie koncentrowali się już na naszych cieniach, ciemnych i negatywnych stronach, ale tylko na pielęgnowaniu tego, co Boskie. W ten sposób będziemy w sobie rozwijać Miłość, a to, co nie jest Nią, to samo uschnie i odpadnie. Tak oto przyszło do nas hasło kolejnego zjazdu: BOSKIE CECHY W NAS.

Kto nie był na zjeździe, albo nie usłyszał jak Boska cecha ma szczególne znaczenie dla nas w najbliższych miesiącach, może o to dopytać się w każdej chwili u Nauczycieli.

Z miłością,
Fundacja „Świadomość Ziemi”

Posłuszeństwo – Hasło IX Zjazdu Ratowników Ziemi

Hasło towarzyszące temu zjazdowi – POSŁUSZEŃSTWO – zostało przekazane prawie rok temu w październiku 2007 roku na koniec VII Zjazdu Ratowników, któremu przyświecało hasło pt. Źródło Miłość. Nauczyciele podali od razu dwie cechy, nad którymi mieliśmy pracować i być do nich przygotowywani – Pokora na VIII zjazd, Posłuszeństwo na IX zjazd. Był to pierwszy raz, gdy zostały przedstawione nam hasła do dwóch zjazdów naraz. Świadczyło to o doniosłości i znaczeniu tych cech, jak i ich wzajemnym powiązaniu, uzupełnianiu się. Mieliśmy w pierwszej kolejności uczyć się i doświadczać Pokory, aby stać się Posłusznymi Bogu posłańcami Miłości na Ziemi.

Czym jest Posłuszeństwo? Czemu ma służyć moje Posłuszeństwo? Jak nauczyć się bycia Posłusznym? W czym wyraża się Posłuszeństwo? Czy Posłuszeństwo oznacza robienie czegoś wbrew sobie, swoim pragnieniom, oczekiwaniom, przekonaniom? Czy bycie Posłusznym oznacza zniewolenie czy ufne, pokorne zjednoczenie się z wizją Boga, który Tworzy również poprzez nas? Czy Ratownika Ziemi obowiązują jakieś szczególne wymagania w tym względzie? Co przyniesie mi Posłuszeństwo? Jak przejść od obowiązku Posłuszeństwa do radosnego Posłuszeństwa?

Ciekawe pytania, na które nie łatwo jest odpowiedzieć samemu, warto więc skorzystać z Boskiej Mądrości, która przekazywana jest m.in. poprzez przekazy. Szukając odpowiedzi na te pytania przywołam fragmenty kilku z nich (będą one pisane pochyłą czcionką i zaznaczone w cudzysłowie).

Aby cokolwiek robić i tworzyć z radością, znosząc bez zbytniego marudzenia i wybrzydzania na trudy i wyzwania z tym związane, to należy w to wierzyć, interesować i integrować się z danym zagadnieniem, dążąc równocześnie do coraz doskonalszej formy wykonania danej rzeczy, sprawy, zawodu itp. Wtedy jak to się mówi pracujemy z powołania, z pasją i nie traktujemy związanych z tym obowiązków jako zło konieczne, a jako zadania do realizacji, które przyniosą nam zarówno w trakcie ich wykonywania jak i w efekcie końcowym radość, zadowolenie, spełnienie. Tak też jest z Miłością. Jeżeli chcemy wyrażać Miłość, zgłębiać i doskonalić Miłość, tworzyć Miłość na Ziemi, być Posłuszni Bogu, to należy przede wszystkim przejawiać Miłość. I to nie od przypadku do przypadku, czy tylko wtedy, gdy mamy na to ochotę, ale na co dzień, w każdej chwili naszego życia. Nasza intuicja miłości często zostaje jednak zagłuszona, wręcz stłumiona w tym świecie, dlatego też najprostszym rozwiązaniem chroniącym nas przed zagubieniem, zboczeniem z drogi dobra, pokoju, harmonii, szczęśliwości, spełnienia i radości jest postępowanie zgodnie z Prawami Miłości.

„Gdzieś w przestrzeni, w której dryfuje materia znajdują się siły, moce, inteligencja, która tym wszystkim steruje, zarządza, umożliwia. Są nimi Prawa Kosmiczne ustanowione przez Ducha Miłości.

Wielu postrzega prawa, jako suchy zapis, coś, co po prostu jest i nie ma w nich Mocy Sprawczej, wykonawczej. Ale z Prawami Kosmicznymi podobnie jest jak z prawami ziemskimi (raczej na odwrót, ale nie o to chodzi). Dane prawo jest zapisane, ogromny gąszcz paragrafów, w których trudno się poruszać i połapać. Gdy przekroczysz dane prawo i cię złapią, to za nie odpowiadasz. Czasami po latach, czasami bardzo szybko, czasami nigdy. Taki jest system na Ziemi. Są prawa, a niedoskonałość systemu sprawia, że warto je czasami omijać, licząc na doraźne korzyści bez uniknięcia kary – odpowiedzialności za jego naruszenie. Po prostu ludzie kontrolują ludzi. W Kosmosie, a więc i na Ziemi sytuacja jest trochę inna. Bóg ustanowił wieczne Prawa i one stały się żywe, gdy Bóg się ożywił i powołał do istnienia niematerialne i materialne światy. Zyskały one Boską Energię, stały się nieśmiertelne i wieczne, tak jak wy się takim staliście.

Prawa są w Bogu, w Miłości, czyli są Miłością. One determinują całą resztę – Prawa Tworzenia, Prawa Kreacji, Prawa Ekspansji, Prawa Przejawiania, Prawa Wzrastania, Prawa Dojrzewania, Prawa Siania i Zbierania, Prawo Łaski. To są podstawowe Prawa Wszechświata, gdzie nadrzędnym prawem jest On – Bóg Ojciec-Matka Miłość. Jeżeli więc skupimy się tylko na Miłości, to nigdy nie naruszymy żadnych innych praw, bo wszystko wypłynęło z Miłości. I to jest wpisane w istotę człowieka, człowieczeństwa – Miłość! I tą ludzką i tą duchową. Ona w was jest, jest wokół was, bo Miłość jest wszędzie. Pływacie i istniejecie w Miłości i dzięki Miłości. Coraz częściej i coraz więcej ludzi ma tego świadomość. A skąd ona się bierze? Tak jak i wszystko z Miłości. A że świadomość wypływa z Miłości, to oznacza, że nią nie jest. Może być, ale nie musi. I o tym też trzeba pamiętać”.

Poznawajmy więc Prawa Miłości, szukajmy ich w świętych księgach, aktualnych przesłaniach z wymiaru Ducha Miłości i przekładajmy na codzienne życie. Kochajmy, wybaczajmy, cieszmy się życiem i pozwólmy innym radować się ich życiem, także wtedy, gdy są to nasi bracia mniejsi. Miłujmy w myślach, emocjach, słowie i czynie. Przełożenie tych kilku słów na praktykę to nie lada wyczyn, ogromne wyzwanie w naszej rzeczywistości. Aby wytrwać i nie zabłądzić potrzebujemy poza spisaną i przekazywaną wiedzą wsparcia duchowego i energetycznego.

„Wasz rozwój zbliża i rozwija was w potokach, oceanie Miłości. Nie wiedzy, bo wiedza nie ma zdolności odżywiania i spajania, karmienia i tworzenia, a Miłość. Miłość jest spoiwem i tworzywem wszystkich światów i wszechświatów. Miłość jest niewyczerpalnym paliwem, które jest w stanie wyżywić każdą istotę, każde stworzenie na tym i tamtym świecie. Miłość nie ma granic, wieku, określonych zdolności, procentów, po prostu JEST.

MIŁOŚĆ JEST PROSTA, NIESKOMPLIKOWANA, WIECZNA I TRWAŁA!

W każdym tchnieniu, spojrzeniu Ojca Źródła jest Miłość, Duch Miłości. Nieuchwytny, ale życiodajny. Niezrozumiały, ale uszczęśliwiający. Niepojęty, ale dający wiedzę. Poprzez to Duch tworzy ogólną, zbiorową świadomość, która ma zbliżać wszystkie istoty, całe przejawienie do Miłości i jej aspektów na różnych poziomach”.

Kto szuka Miłości, rozwija się w Duchu Miłości, ten z czasem gotowy jest do skierowania swojej uwagi ku wewnętrznej mądrości, szukania prowadzenia i podpowiedzi w głosie duszy, a co najważniejsze w wsłuchaniu się w wolę Boga, bo już wyczuwa, że bardziej trzeba słuchać Boga, jak ludzi.

„Po to tworzymy Wam możliwość Komunikacji Telepatycznej ze światem Ducha Miłości, abyście mogli osiągnąć Mistrzostwo Miłości na Ziemi, zarówno w życiu codziennym jak i w Duchu. Nie dla rozwoju zdolności i umiejętności para naturalnych a dla przejawienia Miłości. Nie dla wzrostu własnego ega i możliwości manipulacji czy wręcz „zarządzaniem” energią i żywiołami, a do bycia Posłańcami Miłości. Nie dla działania w imieniu własnym, a do bycia kanałem i narzędziem Miłości”.

Usłyszenie woli Boga, kontakt ze Źródłem jest możliwe dla każdego człowieka, gdyż każdy z nas jest dzieckiem Boga. Takiego bezpośredniego kontaktu doświadczyło już wielu na tej Ziemi, bo to ludzie usłyszeli i spisali niebiańskie mądrości, tworząc w ten sposób święte księgi. Coraz więcej osób mówi obecnie o swoim osobistym kontakcie z przewodnikami duchowymi, a nawet z samym Bogiem. Trzeba nam więc rozpocząć proces nauki wsłuchiwania się w siebie i przychodzących do nas myśli (np. poprzez Świadomą Telepatię Miłości), co ułatwi nam odkrycie tego, co już zostało w nas zasiane, jak i umożliwi wpłynięcie nowego. Odkryjemy, a raczej upewnimy się, że Bóg, jakaś Jego drobna część jest w nas.

„Świadomy Uczeń Miłości powinien doskonalić odbiór, synchronizację, wykonanie i z tego powodu mieć powody do osobistej satysfakcji, aniżeli wykazywać swoją wyższość z faktu dostępu do skromnej części planu wyższego. Często niestety jest na odwrót, szczególnie tam, gdzie płynie dużo wiedzy i informacji z planów niższych. One pobudzają wyobraźnię, dają poczucie ważności, co niestety wzmacnia ego, zamiast go łagodzić i rozpuszczać w Miłości.

Te procesy muszą być odpowiednio skomponowane, zharmonizowane, aby nie nastąpiło przekłamanie na „łączach” i w miejsce Miłości nie zaczęła wpływać i dominować wartość jednostki, jej nadzwyczajne umiejętności i możliwości. To jest ślepa uliczka. Kto się w porę nie opamięta, nie zawróci, ten w końcu dotrze do ślepej ściany i zacznie się kręcić wokół siebie. Często nawet nie przyzna się sam przed sobą, że tak się stało i zacznie się oszukiwać, a co gorsza również tych, co ze sobą przyprowadził. Baczcie więc, aby zawsze, jako człowiek szukać Mądrości Miłości i ją przejawiać w życiu”.

Gdy będziemy szlifować kontakt telepatyczny w Duchu Miłości, to przyjdzie nam się łatwiej zjednoczyć nie tylko ze swoją duszą, ale ze Źródłem Wszechświata – Miłością. Z czasem zaakceptujemy ten fakt, bo umysł, świadomość oswoi się z naszym duchowym wymiarem i zacznie rozumieć, że droga Miłości jest drogą radosnego, uzupełniającego się posłuszeństwa.

„MIŁOŚĆ Posłuszna Jest. MIŁOŚĆ Posłuszna Jest tylko MIŁOŚCI, a tą MIŁOŚCIĄ Jestem Ja BóG OJCIEC. Dlatego ostatecznie Jestem Bogiem Posłuszeństwa. Gdybym nie był Posłuszny wobec Miłości, jaką Jestem, jaką Rozsiewam i jaką Karmię każdego z Was, nie stałoby się to, co teraz staje się na Waszej Planecie Ziemi, w Całym Wszechświecie i w Was. Posłuszna MIŁOŚĆ może Wszystko Unieść, Transformować, Przeistoczyć w Nowe. Tylko dzięki takiej MIŁOŚCI sami możecie stać się Posłuszną MIŁOŚCIĄ i stać się Posłusznymi wobec Mnie.

(…) W każdym z Was Mieszka Bóg Posłuszeństwa. Tylko bowiem ten, kto jest posłuszny Memu Prawu, Mojej Woli, naprawdę Otworzy się na Mnie, Mnie Posłucha, ze Mną Pójdzie, Mną Oddychać będzie. Posłuszeństwo nie jawi się jednak poddaństwem. Jest to akt Waszego Bezgranicznego Zaufania, Zawierzenia w Moją Miłującą Obecność w Waszym Życiu. Bycie Posłusznym to Pełna Świadomość Obcowania ze Mną. Bycie Posłusznym to Bycie w Całkowitej Ufnej Zażyłości. To Święte Nasze Obcowanie. Kto bowiem jest naprawdę Posłuszny, Ufa i Jest Pokorny, Jest Napełniany Mną nieustannie. Otoczony Jest Moją Łaską, a Łaska to Moja Przejawiająca się i Działająca Siła w tym, co Posłuszne.
W ten sposób, poprzez Jedność ze Mną, Niesie Mnie innym, Jest Moim Darem dla innych. Posłuszna MIŁOŚĆ, MIŁOŚĆ daje i MIŁOŚĆ niesie Życiu. Posłuszeństwo jest więc Aktem Całkowitego Zjednoczenia i Odnawiania Tego Zjednoczenia ze Mną. To Radość przebywania w Polach Zażyłości, to Bycie MIŁOŚCIĄ, Z MIŁOŚCI, DLA MIŁOŚCI. To Radosna, Ufna forma Dzielenia się Sobą, to Jedność Uświęcona”.

Gdy nauczymy się już świadomie rozmawiać, komunikować nie tylko ze swoim Wyższym Ja, ale również z Duchowymi Istotami Miłości, Bogiem, to rozpocznie się dla nas nowy etap życia. Będziemy mogli korzystać z Jego podpowiedzi, wskazówek, wejdziemy we wspaniały stopień zażyłości z Ojcem-Matką. Tutaj będzie jeszcze możliwość uzgadniania, wyrażania swoich pragnień i oczekiwań względem naszego życia. Bóg nas kocha i pozostawia nam wolną wolę. Będziemy mogli zapoznać się z wizją Boga, ale to czy skorzystamy z Boskiej Mądrości będzie zależało od nas samych. Z czasem nasza przyjaźń będzie się zacieśniać, coraz bardziej będziemy się identyfikować z tym, co mówi do nas Bóg. A Bóg kreuje ten świat nie tylko sam, czyni to również za pośrednictwem swoich dzieci. My nimi jesteśmy na Ziemi, dlatego też nie zdziwmy się, gdy poprosi nas o wykonanie jakiejś pracy czy zadania. Będzie to oznaczało, że jako człowiek dojrzeliśmy do Służby Miłości. Może jeszcze nie całkowicie, ale zaczniemy razem tworzyć z Bogiem. On będzie nam pomagał, a my Jemu.

„Służba to oddanie się sprawie, w którą się wierzy, którą się wyznaje, z którą się utożsamia. Tylko wtedy jestem gotowy służyć w pełni, z głębi serca, ze wszystkich sił, zawsze i wszędzie jestem gotowy służyć. Służba to nie tylko obowiązki. To też prawa i przywileje. Służba stwarza przestrzeń służenia, jej możliwości, zakres, czas i miejsce (…)

Służba to wyzwanie, sprawdzian naszej wiary i ewentualności poświęcenia czegoś, na czym zależy tobie osobiście w imię twojej wiary.(…)

Kochani!
Nastał czas służenia – służenia Miłości. Miłość wzywa was do SŁUŻBY BOGU poprzez BYCIE MIŁOŚCIĄ, ŻYCIE MIŁOŚCIĄ DLA MIŁOŚCI, a więc tak naprawdę służenia samemu sobie, bo jesteście cząstką Miłości. Nie można i nie należy odwlekać decyzji o podjęciu się służby Duchowi Wszechświata, gdy sami jesteście Duchami. Ten Duch w Was – wasza Dusza woła do was codziennie – Pragnę przejawić w nas Boga, chcę służyć mojemu Stworzycielowi, mojemu Źródłu, mojej Istocie – Miłości”.

Każdy, kto tak zawoła, ten zacznie współdziałać z Bogiem, razem z Nim Tworzyć, dojdzie do miejsca, gdzie Wola Ojca staje się również naszą wolą. Będzie tożsama nawet wtedy, gdy Bóg będzie oczekiwał od nas ofiar.
„Posłuszeństwo posłuszeństwu nierówne. Prawdziwe Posłuszeństwo objawia się od Ducha do materii. Materia współpracuje z Duchem, dla Niego jest plastyczna, elastyczna, trwała i nietrwała jak np.: poprzez rozstępowanie morza i lądów, wytryskiwanie wody na pustyni itp. Tak samo ma być z człowiekiem. Posłuszny w Duchu i Duszy, posłuszny na Ziemi, jako inteligentna istota i ssak. Człowiek różni się od innych ssaków tym, że ma Duszę i intelekt wykraczający poza instynkt i gatunek.
Prawdziwe posłuszeństwo jest wtedy, gdy człowiek integruje się całkowicie z wolą Stwórcy, a nie na trochę, czy mniej lub więcej. To jest to Posłuszeństwo, którego oczekuje Dusza od świadomego człowieka – całkowite poświecenie życia Duchowi Miłości. Jest tak wiele do zrobienia, że czasami trzeba poświęcić szczęście niewielu dla wielu. I z reguły poświęcić trzeba szczęście najbliższych, rodziny i przyjaciół dla tych nieznanych, błądzących, a nawet nieprzyjaciół i wrogów.
Posłuszeństwo wymaga ofiar. Tylko w tak szczególnych warunkach, sytuacjach, można sprawdzić i przekonać się o prawdziwym Posłuszeństwie – Czystym i Ufnym Posłuszeństwie Bogu”.

To są te najwyższe oktawy zażyłości i przyjaźni oparte na Miłości. Jesteśmy gotowi w imię Miłości ofiarować całego siebie, swoje ciało, życie, plany i oddać Je Bogu, aby mógł On działać w nas i poprzez nas. W wyniku procesu zgłębiania i przejawiania Boga stajemy się coraz pełniejszą duchową i cielesną jednością z Miłością, wyrażamy świadomą zgodę na bycie narzędziem w rękach Stworzyciela. W ten sposób dochodzimy do bycia Jednością z Bogiem, Jego wizją w nas samych. Na tym etapie przyjmujemy każde wyzwanie w pełnym zrozumieniu i akceptacji, choć czasami może to być dla nas życiowo niewygodne i trudne do udźwignięcia. Staliśmy się całkowicie Posłuszni Miłości, bo to posłuszeństwo jest owocem naszej miłości do Boga.

Aby utrzymać ten stan Najwyższej Zażyłości, Jedności, Zjednoczenia z Bogiem, to trzeba dbać o nieustającą czystość naszych intencji, działań mentalnych i energetycznych, jak też czysto ludzkich zachowań i reakcji. Potrzeba nam też pokory, aby być posłusznym.

„Idziecie coraz bardziej ku Duchowi Miłości, Jego Przejawieniu. Stąd apel o nieustającą Czystość i Świętość. Każdy z Was ma to wziąć głęboko do serca, umysłu i ega. Wasze ega mają być pokorne wobec Miłości, pokorne do życia, sytuacji i zdarzeń. W waszym życiu ma królować łagodność, wybaczanie, brak osądu, cierpliwość. Te cechy pielęgnujcie, o nich pamiętajcie nieustannie”.
„Posłuszeństwo i Pokora to Bliźniacze Siostry MIŁOŚCI. Miłości Czystej, Miłości Krystalicznej i Bezgranicznie Ufającej. Obudzonej w Czystych Sercach i Waszych Istotach. Posłuszeństwo to Mądrość przyjmowania i Akceptowania z Głęboką Ufnością Woli OJCA. Posłuszeństwo jest Wibracją Głębokiej Harmonii i Pokoju, który Buduje w Was sama Miłość i sama Miłość Zasila. Kto Otwarty jest na Miłość, Miłość się w Nim Otwiera jak kwiat, który kieruje się ku słońcu.

(…) Dlatego też, żeby stać się Miłością Czystą, Impuls powinien być Czysty. Miłości więc się Ufnie Oddajcie, czyli Jej Samej się Powierzcie, składając siebie samych z Niej. A wtedy możecie się Stać Jej Pełnią i Mocą. Kto Odda się Ufnie Miłości, Staje się Jej Przejawieniem Czystym i Nieskazitelnym. I wtedy Działanie Miłości sprawia, że wszystko w Was staje się Cichą, Subtelną Mądrością, Posłuszną i Pokorną Miłości, która Jest Wszystkim, co Najlepsze i Trwałe.
(…) Moc Posłuszeństwa jest Piękną Koroną Miłości, którą sama Miłość Koronuje Tych, którzy jej Ufnie się Oddali. Pokora, jako Bliźniaczka Posłuszeństwa, jest Cichym Szeptem i Jej Zrozumieniem. Bez Posłuszeństwa nigdy nie będziecie Pokorni. Bo Pokora jest Subtelną Uważnością w Nasłuchiwaniu Boskiej Woli w Was. Zaś tylko będąc Pokorni możecie być w pełni Posłuszni i na odwrót. Posłuszeństwo i Pokora się nierozłączne i zawsze Tworzą Dopełniającą się Kosmiczną, jak Alfa i Omega, Jedność. A Ona cała Zawiera się w Miłości”.
Nasze Posłuszeństwo jest kluczem do życiowego powodzenia, a co ważniejsze do sprowadzenia Nieba na Ziemię. Bez przejawienia tej Boskiej Cechy w Nas, zarówno Stwórca jak i cały świat Niebiański nie ma możliwości pełnego zaistnienia na Ziemi. Zgodnie z Prawem Wolnej Woli w pierwszej kolejności powinniśmy porosić Boga o pomoc, aby On i inne Istoty Miłości mogły nam pomagać, zarówno w sprawach indywidualnych, jak i globalnych. Gdy naszym marzeniem jest Niebo na Ziemi, to aby pomóc je urzeczywistnić, to najskuteczniej uczynimy to jednocząc się posłusznie w wizji Boga, służąc Jemu, a więc i nam wszystkim.

„A to wspaniałe, ogromne Serce Miłości tworzy najwspanialszą Świątynię Miłości, którą staje się wielonarodowość zjednoczona w Boskiej Wizji świata pokoju, harmonii, jak i przejawieniu się Kosmicznej Świadomości Chrystusowej w każdym z Was, tworząc w ten sposób świat Nowej Ery, Nowego Człowieka, Nowych Możliwości i Wyznań. (…)

Tak jak wspomnieliśmy, najistotniejsze jest to, co będzie i jak to się dokonuje. Dbajcie więc kochani o nieustanne utożsamianie siebie, swojego życia i wszystkiego tego, co ogarniacie – czy to duchem czy też ludzkim wzrokiem z Boską Wizją Miłości, z Boskimi Cechami Miłości i z Boskością w Was samych”.

Relacja z IX Zjazdu Ratowników Ziemi

IX Zjazd rozpoczął się na planie materialnym 11 października 2008 roku w południe, jednak z jego przesłaniem zapoznaliśmy się prawie rok temu. Oznaczało to, że ruszył intensywny proces przygotowujący nas do jak najgłębszego, najpełniejszego i najdoskonalszego przyjęcia i wyrażenia tej cechy w nas samych. Każdy może spojrzeć na ten miniony rok i dokonać osobistych przemyśleń pod kątem strojenia nas do Boskiego Posłuszeństwa. Czy pojawiły się w tym okresie sytuacje, kiedy to musiałem dokonywać określonych wyborów i decyzji? Czy wsłuchałem się wtedy w wolę Boga? Czy udało mi wdrożyć w życie podpowiedzi Nauczyciele? Na ile byłem posłuszny Prawom Miłości? Czy chcę być Posłuszny Miłości? Jeżeli dużo wydarzało się w naszym życiu w ostatnich dwunastu miesiącach, to znaczy, że nasza dusza doskonaliła siebie i nas samych w pokorze i posłuszeństwie. Bo gdy prosimy Boga o to, abyśmy byli pokorni, to czy Bóg nam to daje, czy daje szansę na bycie pokornym? Gdy prosimy Boga o to, abyśmy byli posłuszni, to czy Bóg nam to daje, czy daje szansę na bycie posłusznym?

Wzmocnieni tymi wszystkimi doświadczeniami i próbami zaczęliśmy zjeżdżać się do Warszawy, aby wspólnie zaśpiewać Bogu naszą radość z tego spotkania. Piękne uczucie powitań, radosne podekscytowanie i wyczekiwanie, co przyniesie ten zjazd, co za niespodzianki i prace medytacyjne przygotowali Nauczyciele, z czym przyjechali uczestnicy zjazdu. Zbieraliśmy się w sali o wdzięcznej nazwie „Turkus” od wczesnego rana. Wspaniale było patrzeć, jak mimochodem sala zapełniała się ludźmi, a stół różnymi potrawami i smakołykami. Marek przywiózł trzydzieści chlebów robionych ręcznie na zakwasie. Myślałem, że to za dużo, ale nie – chleb został w całości skonsumowany podczas tych dwóch dni zjazdu. Jagoda z Marianem przywieźli kilka skrzynek jabłek z ich przydomowego ogrodu, naturalnych, niepryskanych. Było dużo owoców, ciast i radości z tak obfitego stołu.

Z godziny na godzinę było nas coraz więcej, aż w końcu usiedliśmy i rozpoczęliśmy zjazd. Na początek Ewa przeczytała trzy wiersze, które ładnie wyciszyły salę i skierowały naszą uwagę ku sprawom duchowym. Helena powiedziała, że w czasie słuchania wierszy Ewy usłyszała od Nauczycieli, że posłuszeństwo wychodzi od słuchania, słuchania swojego serca. To słuchanie ma doprowadzić do odnalezienia drogi duszy i podążania nią posłusznie i z pokorą. Tych dróg jest bardzo dużo, wiele pięknych, wspaniałych dróg, którymi kroczymy do Ojca, ale tak naprawdę droga jest jedna. Jest to droga Miłości. Gdy to mówiła, to zostaliśmy otoczeni świętym polem czystej Miłości, którym obdarzyli nas Nauczyciele. Poczuliśmy powiew subtelnych energii, które opłynęły nasze ciała, dotykały twarzy, wyrównywały emocje i myśli. Zeszło wiele Duchowych Istot Miłości, które tworzą Nowy Świat, Nową Świadomość tej Ziemi, aby razem z nami dokonać kolejnych etapów wynoszenia Ziemi i schodzenia Nieba na Ziemię. Była z nami Maryja, jako czysta istota posłuszeństwa na Ziemi. Był Archanioł Gabriel, który przyniósł nam zwiastowanie w postaci ziarna naszego posłuszeństwa i oddania się Ojcu oraz zakotwiczenia nas na drodze Światła, aby wspólnie z Nimi podążać drogą przeznaczenia duszy. Zapowiedzieli, że będziemy doświadczać zmian, które zajdą w naszych polach i strukturach, myślach i emocjach, że otworzą się w nas przestrzenie pokory i posłuszeństwa, abyśmy wspólnie mogli Tu i Teraz tworzyć Złotą Erę, Złoty Wiek. Bóg Ojciec otworzył zasłony swojego Bożego Królestwa, aby Złota Ziemia zaistniała w naszych sercach, w naszej świadomości. Zostało przeniesione i złożone ziarno niebiańskiego królestwa Boskiego tutaj na Ziemi i w nas samych. Spłynęła na nas potężna fala światła wraz z orszakami Aniołów, które w pięknym pochodzie złożyły w nas atrybuty Posłuszeństwa, Światła, Oddania i Miłości. Do każdego z nas podszedł jeden lub kilku Aniołów, którzy w nasze ręce złożyli prezent, jaki był nam potrzebny w tej chwili, aby to ziarno posłuszeństwo wykiełkowało, aby nas prowadziło. Czuliśmy jak nasze serca wzrastały, jak wznosiły się ku górze czystą intencją. Uczestniczyliśmy w misterium przyjmowania Czystej Źródlanej Miłości, aby piękne Posłuszeństwo było dla nas radością. W ciszy przyjmowaliśmy te Boskie zasilanie. Poczuliśmy jak miłujący Bóg szukał swojego urzeczywistnienia i sobą nas napełniał.

Gdy to wspaniałe nasączanie i stapianie się dobiegło końca, to Nauczyciele przypomnieli I Zjazd Ratowników, który odbył się w grudniu 2005 roku. Poczuliśmy ducha tego zjazdu, który wtedy się narodził. Na sali było kilkanaście osób włącznie ze mną, które w nim uczestniczyły. Nauczyciele przypomnieli i dali nam poczuć Energie, które wtedy schodziły. Potem pojawił się wątek drugiego zjazdu i kolejnych: trzeciego, czwartego, piątego itd. Pojawiało się na nich coraz więcej świetlistych dusz o różnych zabarwieniach, tonacjach. Ze zjazdu na zjazd było nas coraz więcej. Wszyscy przybywali na nie w duchu wolności, jak i wewnętrznego posłuszeństwa wobec wezwania duszy i Ojca. Nasze zjazdy można porównać do otwartych morskich portów, gdzie może zawitać każdy żeglarz, każda dusza i istota szukająca Miłości, jak i chcąca poświęcić swój czas, energię i ducha na kontakt z Wszechświatem Miłości. Podczas ostatniego zjazdu w porcie Pokory stały duchowe latarnie morskie, które nas wyprowadzały na morze doświadczeń, aby w tą październikową sobotę przybyć do nowego portu, który nazywa się Posłuszeństwo. Poczuliśmy rodzącego się ducha tego Zjazdu, który od I do IX zjazdu układał w nas jedną niepowtarzalną wibrację Miłości. Te duchy dotychczasowych zjazdów tworzyły mandale całości i jedności, a wokół nich roztaczało się pole Miłości, pole wolnej Miłości, bo wielu z przybyłych w duchu wolności odeszło, zaczęli zakładać i doświadczać nowe przestrzenie. Poczuliśmy jak z tego jednego pola promieniuje duchowe wsparcie dla tych wszystkich dusz, bo wszyscy pochodzimy z tego samego Źródła i do Niego zmierzamy. Za tym kręgiem duchowej sympatii Boga powstał następny krąg, prowadzący z czystości do przezroczystości, z doskonałości ku większej doskonałości. W tym akcie jednoczenia każdy z nas stawał się posłusznym siewcą Miłości. Zobaczyliśmy jak wielka Miłość Wszechświata napełniała nasze wewnętrzne przestrzenie, nasze wszystkie pola, abyśmy mogli je rozdawać tak jak Miłość rozdaje siebie zawsze w całej pełni. Ta Energia Boskiej Miłości obejmowała nas całych, aby przez nasze ciała emanować po całej Ziemi. Ojciec, który rozświetlił nas od wewnątrz (towarzyszył temu charakterystyczny wewnętrzny żar Żywego Ognia Miłości) wytrysnął niesamowitą falą. Byliśmy jak pochodnie, a nasze ciała emanowały Boską Energią. Pojawiła się Rada Galaktyczna, Kosmiczna Matka. Matka Matek doskonała w czystości serca, oddaniu Bogu, w posłuszeństwie i pokorze, cichości i niesamowitej, łagodnej radości przyniosła Nową Świadomość Ziemi. Przez Nią przepłynął najczystszy Duch Miłości, jak i przechodziły krystaliczne miasta wypływając wraz z duchem i pokrywając nimi Ziemię. Ich pierwowzory, ulepszenia i nowe wizje architektoniczne były delikatnie wtapiane w złote, krystaliczne i przezroczyste struktury istniejących i mających dopiero powstać Kryształowych Miast Miłości. Nie było słów do opisania. Matka wraz z Ojcem rodzili Nowego Ducha dla tej Ziemi, siejąc jednocześnie Wizje i Struktury Złotej Ziemi.

W trakcie tego aktu narodzin, dusze na Ziemi i w Kosmosie były wznoszone, wzmacniane i uświadamiane, czerpały wzorzec bezpośrednio z wizji Boga. Stapiały się z wizją Jego Majestatu i Boskości otrzymując w darze od Ojca i Matki wspaniały, potężny impuls do wzmocnienia swego przejawienia, który będzie do naszego ludzkiego rozumu i pojmowania sukcesywnie docierać. Z czasem przyjdzie zrozumienie, akceptacja i pragnienie zaangażowania się w proces tworzenia Nieba na Ziemi. Te wizje wpłynęły do naszych ciał poprzez wielowymiarowe czakry. Był to moment, w którym każdy z nas mógł to świadomie przyjąć, przyglądnąć się i wpuścić do swojego życia. Gdzie było jeszcze zawahanie, to pierwowzór, boska wizja będzie cierpliwie czekała aż dojrzejemy do jej przyjęcia i realizacji. Nasze kanały kontaktu, rozumienia i przyjmowania rozświetliła Kosmiczna Świadomość Chrystusowa. Jego Miłość jak ten strumień wody wpływała przez nasze głowy, czakry, i doskonaliła nasze ciała. W ten sposób Ojciec, Matka, Syn i Duch tworzyli i rzeźbili w nas człowieka doskonałego, posłusznego i kochającego.

Towarzyszyło temu wiele świateł, wirów, kręgów, prądów, ciepła i spokoju. Kontakt z Miłością zawsze wnosi ukojenie i zrozumienie, pozbawia nas pytań i dodaje nam mocy. Im bardziej jesteśmy z Miłością zintegrowani, tym więcej możemy zrobić i doświadczyć. W tym wzniosłym akcie Jezus namaszczał nasze wielowymiarowe czakry serca. Nadawał im specyficzną, indywidualną formę. Był jak garncarz, który lepił te same garnki, ale każdy był trochę inny. Jezus rzeźbił w żywej energii Ojca-Matki i w naszym ciele. Gdy dotykał serca, to wszystkie inne czakry automatycznie się do niej stroiły. Byliśmy w głębokiej komunii ze światem Miłości. Karmiliśmy i odżywialiśmy się nawzajem. Ten akt był wzajemnym dopełnianiem się i wzmacnianiem.

W ciszy powracaliśmy do swojego ciała. Myśleliśmy, że to koniec tej długiej, głębokiej i niesamowitej medytacji. Ale znowu zrobiło się gorąco. Popłynęły dźwięki dusz, które zadrgały w naszych ciałach, naciągając je jak linę, tworząc równocześnie piękne mandale światła, z którego składa się każdy człowiek. Ta symfonia niosła w sobie zapis wszystkich dusz pełnych Miłości, które tworzyły razem z Bogiem nową Boską Przestrzeń Czystej Świadomości Miłości. Nie wszyscy słyszeli, ale nasze serca odbierały i wyczuwały Boską Twórczość. Ojciec-Matka tym dźwiękiem, tą barwą Miłości, cały sobą, budował doskonały Świat Boga, Boską Rzeczywistość opartą na Czystej Miłości, pokoju, współczuciu, współodczuwaniu i radości.

Gdy ochłonęliśmy po pracy, to podzieliśmy się wrażeniami z tej medytacji. Osobiście bardzo pięknie odebrałem rzeźbienie przez Jezusa naszej nowej energetyki, nowych wymiarów czakr. Pracę widziałem i odczuwałem na wielu wymiarach. Jezus rzeźbił nowe płatki lotosu – najpierw pojawił się zaczyn, potem coś gęstego, co zaczęło się mienić i było wzbogacane różnymi diamencikami i kryształami. Na koniec mieniło się tysiącami świateł, zupełnie inaczej niż do tej pory. Poczułem to jak nowe ożywienie i nadanie nowego życia wymiarom w przestrzeniach duchowo-energetycznych. Natomiast dźwięk, który pojawił się u mnie w ciele był bardzo gorący, sięgał od Nieba do Ziemi. Było to piękne uczucie przenikania, przyjemnego drżenia boskiego dźwięku puszczonego przez Ojca. Było to bardzo fizyczne i energetyczne doświadczenie.

Grzegorz odczuwał, że byliśmy bardzo, bardzo wysoko, jak też to, że każdy z nas obecnie podróżuje kosmicznie i duchowo po wielu wymiarach i odczuwa to doświadczenie bardzo wielowymiarowo.

Halinka powiedziała, że jak Ojciec nas błogosławił, to cały czas wyznawała Mu Miłość. Mówiła, że Go kocha i czuła tę Miłość wszechogarniającą, piękną. Dźwięk Duszy wychodził z niej jak oddech (jak OM) i jakby oddychała tym dźwiękiem.
Kinga zwróciła uwagę na to, że grupa w Łodzi była bardzo intensywnie przygotowywana do tej pracy, bo w czwartek i piątek przed zjazdem byli stapiani z polem Boga, aby móc się z Nim kontaktować bezpośrednio, bez pośredników w postaci ziemskich guru itp. Dzięki temu Bóg może w nas zaistnieć i emanować z naszych serc i naszego ciała. Grażyna poinformowała, że w Łodzi grupa spotyka się już dwa razy w tygodniu. Dzięki temu energie bardzo wzrastają i ta praca była dla nich świętem i czymś wyjątkowym, ale bardzo dobrze znanym ich duszom, sercom i doświadczeniom, bo byli oni do tego przygotowywani. Wczoraj otrzymali oni również do przemedytowania słowo „roztapianie”, którego doświadczyliśmy w tej pracy. Ma ono szczególne znaczenie dla osób, które poszukują bezpośredniego kontaktu w swoim codziennym życiu, aby kierować się łagodnością w pracy z Mistrzami i ze Stwórcą. To słowo jest adekwatne do zastosowania w każdej chwili naszego życia. Gdy czujemy wewnętrzny chłód, zmrożenie, to najlepiej poddać się upływowi czasu, aby Bóg mógł roztopić ten wewnętrzny lód w Jego Miłości i Emanacji. W ten sposób uczymy się oddawania siebie Bogu, aby przejawiać, obierać i być w sercu Boga. Tak kierują nami Mistrzowie i sam Bóg, który wczoraj przygotował nas w ten sposób, poprzez łagodność, odczucie Jego przestrzeni, bycie w Nim samym, aby być tu w naszych sercach, naszych ciałach i w działaniu.
Ewa stwierdziła, że dużo się działo, że aż trudno objąć to rozumem. Najfajniej jest poddać się temu, co do nas przypływa, co przez nas przepływa, po prostu być, czuć. Bóg, który nasyca nas sobą ma tak dużo nam do zaoferowania, różnych form swojej niepowtarzalności, nieskończoności, że naszą percepcją tego nie uchwycimy. Jednak to, co w nas zostaje, to uczucie składane w sercu, które zawsze się kiedyś otworzy, rozwinie i to coś, co wpłynęło w nas się rozpakuje we właściwym momencie, czasie i przejawi w najcudowniejszy sposób.

Od siebie dodałem jeszcze, że bardzo pięknie przeżyłem narodzenie Nowego Ducha. Było to bardzo mocno odczuwalne. Zanim rozpoczął się ten akt, to spłynęły do naszych głów spiralne warkocze energii. Dzięki temu mieliśmy ogromne podłączenie do Źródła. Wtedy Ojciec z Matką zaczął rodzić poprzez nas. Czułem się współuczestnikiem rodzenia mając świadomość, że Stwórca dokonuje to przez mnogość. Duch wypływał od Ojca, ale wychodził poprzez nas i sam się dalej formował. To odczucie było ogromne, przestrzenne i czułem się jak kobieta, która prze przy porodzie, jak to duchowe dziecko wypływa z łona. Odczuwałem to fizycznie, jak i całym polem energetycznym. Miałem też świadomość zbiorowego wysiłku, parcia, aby to się urodziło przez jak największą ilość ludzi, dusz, istot, aby ten duch narodził się ze świadomością zbiorowego aktu rodzenia, aby był zabarwiony nami wszystkimi. Widziałem wiele istot i dusz w tej pracy (było bardzo gęsto) i dokonywało się to na ogromnej przestrzeni. Uczestniczyliśmy w narodzinach Nowego Ducha, dzięki czemu mamy go teraz w sobie, a On będzie pięknie promieniował. Piękne uczucie. Gdy akt narodzin się skończył, to musiałem fizycznie i energetycznie odsapnąć, tak jak kobieta po porodzie. Pojawiła się we mnie więź rodzicielska z nowo narodzonym Duchem Świadomości, i było to coś fajnego i ciepłego. Poczułem, że łatwiej będzie nam teraz odbierać boskość w innych ludziach, że intuicja miłości, ducha będzie też szybciej się rozwijała. I im dalej będziemy w tym kierunku podążać, tym łatwiej będzie nam tego dokonywać.

Dla Moniki był to też piękny akt narodzenia na wszystkich wymiarach. Przed kilkoma tygodniami dostała ona informację, że Jezus mył nam nogi, obmywał ciało, przygotowywał nas do czegoś, czego nasz umysł nie był w stanie zrozumieć, pojąć, objąć. Dziś to się dokonało, w nas całych, w naszych wszelkich wymiarach. Bardzo jej się podobało jak Źródło Miłości płynęło z całego jej ciała. Poczuła, że to źródło prawdziwej wszechobecnej Miłości zostało uruchomione w nas wszystkich. Trudno jej było powiedzieć, jaki kształt ta energia przyjęła. Z czasem wszyscy to sobie uświadomimy. Dobrze by było, gdybyśmy czasami wchodzili w siebie. Odczuwając siebie, odczują nas inni, którzy przechodzą koło nas, będą się z nami łączyć, budzić, że jest coś więcej ponad to, co jest wkoło nas.

Część pracy ze zjazdami przypomniała Helenie nasz pierwszy zjazd, jak też te, które odbywały się na Krochmalnej. Każdy zjazd był inny, każdemu zjazdowi towarzyszył Duch. Na początku denerwowaliśmy się trochę, jak to wszystko będzie. Nie udawało się nam przygotowywać szczegółowego planu, kto, kiedy i co będzie mówił, jakie będą medytacje. Gdy przed trzecim zjazdem zapytaliśmy się Nauczycieli, czemu nam nie przekazują jakiegoś planu, grafiku, to Saint Germain odpowiedział: „Chcecie się denerwować, to róbcie sobie plan”. Zrozumieliśmy wtedy, że lepiej nie wiedzieć za dużo na przód, nie planować ściśle. Trzeba po prostu wyznaczyć terminy, dopilnować szczegółów technicznych i organizacyjnych, a potem przyjść, być i tworzyć z Nauczycielami, poddać się Ich prowadzeniu i płynąć w strumieniach Miłości.

Romuald zaczął od przypomnienia pewnego zdarzenia, które wydarzyło się rok temu, gdy byliśmy w Rosji nad Swietłojarem. W brzozowej alejce poprosił on Aniołów: „Powiedzcie, jak tam się śpiewa w niebie?”. Usłyszał wtedy bardzo piękną melodię, której nie był w stanie opisać, mimo że gra na paru instrumentach amatorsko. Dwa tygodnie temu, gdy stał przy piramidzie Cheopsa w Egipcie odłączył się od grupy, aby poczuć energię (Alicja powiedziała, że stał tam 20 minut, a jemu wydawało się, że 2 minuty). Gdy przymknął lekko oczy, to usłyszał znowu tę melodię. Był tym bardzo wzruszony, tak jak podczas tej medytacji, bo usłyszał ją po raz trzeci.

Grażyna powiedziała, że usłyszała od Nauczycieli, że ma przeczytać przekaz o ślubach i przyrzeczeniach przez nas składanych, co wywołało dłuższą dyskusję na ten temat. Gdy ona się skończyła, to zrobiliśmy sobie przerwę, podczas której odpoczywaliśmy i pożywialiśmy się.

Kolejną pracę rozpoczął Jezus, Maitreja, Budda i Kuthumi – awangarda kosmicznej i ziemskiej Miłości. Oni są przewodnikami, wrotami do Ojca. Każdy z nas ma swój osobisty stosunek, wibrację do istot duchowych, dlatego też każdy indywidualnie poczuł, z którym Nauczycielem było mu się najłatwiej zintegrować, poczuć jego ducha i energię. Wielu z nas poczuło, że stanowimy jedną drużynę – drużynę Ojca. Przed nami rozbłysło światło i rozpoczęliśmy podróż w tunelu czasu i przestrzeni, gdzie razem z Nauczycielami zaczęliśmy zmieniać ten świat, zdejmując i oczyszczając to, co nie jest już potrzebne. Nasze pola topiły wszystko to, co Bóg uznał, że ma zostać uwolnione, rozpuszczone, aby umożliwić tej czystej już strukturze powrót do krwioobiegu Wszechświata. Było to działanie czysto duchowe. Duch wnikał w energię i pracował, rozlewał się, a my mu to umożliwialiśmy wiedząc, że to co płynie od Boga jest dobre. Nie musieliśmy widzieć, wiedzieć, ani rozumieć. Naszą rolą było być i przyzwolić przejawiać się Duchowi Miłości. Towarzyszyły temu różnego rodzaju fizyczne odczucia w naszych ciałach. Nasze prace przesuwały się coraz bliżej Ziemi, w bliskie dla nas sfery. Wpływaliśmy w pola wojen światowych, gdzie Bóg w swej Łasce rozpuszczał winy, przewinienia względem ducha i ciała. Ta Łaska jest potrzebna, aby pomóc w przyjęciu nowej świadomości, która będzie wyzwolona i wzniesie nas ponad podziałami, winami, karami i nagrodami. Ten Akt Łaski i Wybaczenia dokonywał się przy naszym współudziale. Dla wielu mogło być to trudne, bo ktoś z rodziny czy bliskich zginął czy ucierpiał z rąk ułaskawianych oprawców. Miłość jednak nie żąda kary, nie ściga do śmierci, a Wybacza i pozwala włączyć się powtórnie tym istotom, tym ludziom w Boskie Tworzenie. Jezus przypomniał o mądrości tu i teraz, abyśmy nieustannie uczyli się wybaczać, mieli na to siłę, wolę i ochotę oraz uwalniali wszystko to, gdzie chcemy sami kogoś związywać i oskarżać. Takie podejście wprowadza nas na Kosmiczne Poziomy Świadomości. Całkowite i pełne wybaczenie. Nie tarzać i wiązać się w starych sprawach, bo wiemy, że Bóg ma dla nas przygotowane nowe zadania i nowe możliwości. Mamy sobie również uświadomić, że nie potrzebujemy wsparcia przeszłości dla przyszłości, bo nasza opoka, moc i mądrość jest w Bogu. Możemy zostać nadzy, ale gdy będziemy kochać i słuchać Boga to zawsze sobie w życiu poradzimy, nie będzie żadnej sytuacji, z której nie byłoby wyjścia. Jezus mówił o posłuszeństwie w rozumieniu „Ja i Ojciec to jedno”, i przekazywał nam na poziomach duchowych i energetycznych to rozumienie. „Ja i Ojciec to jedno”! Dzieje się tak wtedy, gdy jesteśmy Miłością i rozwijamy w sobie Boskie Cechy. One są dla nas najważniejsze, są inspiracją, celem, drogą, natchnieniem, nadzieją i wiarą. I wtedy Ojciec-Matka wespół z Jego dziećmi – Mistrzami Miłości – położyli przed nami, każdemu indywidualnie szarfy z wytłoczoną Boską Cechą. Było to przesłanie, abyśmy tę cechę szlifowali, doskonalili do kolejnego zjazdu. Dotyk tego napisu wniósł w nas przesłanie i zadanie na kolejne miesiące. Jest wiele pięknych Boskich Cech, ale ta jedna, która do nas wtedy przyszła, jest obecnie najistotniejsza, najważniejsza na drodze naszego rozwoju duchowego dla dobra wszystkich nas i całego Kosmosu. Jezus mówił, abyśmy zgłębiali naturę Boskich Cech, abyśmy z każdą z nich się zżyli tak, byśmy nią żyli, że będzie naszym żywym przejawieniem, prawdziwą mądrością, naszym atrybutem i pięknością.

Wsłuchiwaliśmy się w ciszy w Boską Prawdę w nas, aby przyjąć i pojąć ją jak najdoskonalej. Można przeczytać tysiące ksiąg, posiąść wiedzę, ale Boska Prawda, najczystsza prawda jest w każdym z nas. Uczyliśmy się poznawać tę prawdę, aby móc ją odczytywać w każdej minucie naszego życia, słyszeć głos naszego serca, naszej duszy i Boga. Po jakiejś chwili tego odczuwania pojawiła się płaszczyzna Energii, Miłości i Świadomości całego przejawienia Chrystusowego, w którą wpłynęliśmy. Był tam Archanioł Michał z tą prawdą Boga w nas i w Ojcu. W tej przestrzeni bezczasu wpłynęliśmy w kanały Ziemi. Pod Ziemią, bardzo głęboko była platforma nieposłuszeństwa serca człowieka. Ojciec poprzez swoją i naszą świadomość, miłość i tworzenie nowego czasu rozpuszczał bardzo powoli to, co człowiek człowiekowi złożył, co człowiek Ziemi złożył, co wypływało z niezrozumienia ludzi. Tym aktem Boga, wszystko to, co było poniżej tej płyty, istoty, które tam przebywały bez zgody Ziemi były odprowadzane z Ziemi. Ojciec swoją Miłością dał znać, że czas tych istot się tu skończył. Bo jest to czas, aby nastała Miłość w tym miejscu na Ziemi, która prosiła Stwórcę o uwolnienie. Poczuliśmy jak nasze nowe boskie ciało było jedną wielką przestrzenią, aby nieposłuszeństwo stało się radosnym posłuszeństwem ludzi i wszelkich istot. I stała się rzecz niespotykana – istoty te przestały się opierać. Poczuły, że czas opuścić Ziemię dla ich dobra i dobra Ziemi. Nagle wpłynęło w nie zrozumienie, choć nie łatwo było to wszystkim przyjąć. Ale spłynęła tak wielka Miłość i zrozumienie całego Wszechświata, że istoty te odnajdywały drogę do swoich galaktyk. To, co jest niemożliwe – w Ojcu jest możliwe. Dokonał się Aktu Pokory i Łaski. To, co wydawałoby się, że nie opuści, że będzie się sprzeciwiać, nagle dotknięte impulsem Czystej Miłości i posłuszeństwa przestało walczyć. To miejsce stawało się coraz piękniejsze. Nauczyciele przekazali, że praca będzie tam jeszcze długo trwała, że te miejsca będą zalewane różnymi energiami. Wpłynęli tam też Budowniczy Rzeczywistości Boga, aby budować rzeczywistość Miłości i Pokoju. Spłynęła na nas pewność, że ten wspaniały zamiar Boga zrealizuje się w tym miejscu. Huurraaa! Niech się tak stanie! Niech tak się dzieje! Niech dobro zło zwycięża Miłością!

Ojciec nas potem błogosławił samym sobą mówiąc, że w „tych błogosławieństwach jest moc, jest jedno prawo, jedna nieprzymuszona przysięga serca, jedne zaślubiny, zaślubiny Miłości dla samej Miłości”, bowiem zaślubiał nas Sobą, swoją Miłością, swoją Obecnością. Poczuliśmy jak sama Miłość pochylała się nad Miłością w każdym z nas. Ojciec pokornie nas prosił, abyśmy zaślubiali swoje życie Nim każdego dnia, abyśmy zaślubiali Miłość Miłością dla Niej samej i składali w naszych sercach najczystsze impulsy Jej przejawienia. Poczuliśmy Jedność Jam Jest w Jam Jest. Dokonało się! Amen.
Uff! Co to była za praca! Jeszcze pierwszej medytacji nie wchłonęliśmy do końca, a tu takie rzeczy się działy. Byliśmy tym zauroczeni i wewnętrznie wyniesieni. Niech tak będzie! Niech tak będzie! Niech tak będzie! Yes! Yes! Yes!
W czasie tej pracy przyszło do mnie hasło kolejnego zjazdu: BOSKIE CECHY W NAS. Przyszła też wyraźna podpowiedź, abyśmy w życiu nie koncentrowali się już na naszych cieniach, ciemnych i negatywnych stronach, ale tylko na pielęgnowaniu tego, co Boskie. W ten sposób będziemy w sobie rozwijać Miłość, a to co nie jest Nią samo uschnie i odpadnie. Kto nie widział, nie odczuł, to może w każdej chwili dopytać się, jaka Boska Cecha jest tą wiodącą dla niego osobiście. Stwierdziłem również, że dzięki temu, że jest nas tu tak wiele, to z całą pewnością będziemy mogli zapoznać się na następnym zjeździe z całą paletą Boskich Cech, jak też podzielić się tym jak szlifowaliśmy i doskonaliliśmy Boskie Cechy w nas.
Halinka powiedziała, że była w Portugalii, gdzie również pracowała i przekazywała energię ukochanej Matki Fatimskiej od Hiszpanii po Afrykę oraz do Mariusza i Helenki, którzy byli w tym czasie w Indiach. Gdy była z mężem w Fatimie, to otrzymała informację, że ma po powrocie do Polski połączyć się z Nią, gdyż na zjazd Matka Boska Fatimska chciała przekazać błogosławieństwo. Po przeczytaniu poniższego przekazu Halina zaśpiewała nam piosenką, której tekst otrzymała od Nauczycieli. Było to bardzo radosne i wzruszające.

Przekaz otrzymała Halina Pawlaczuk 10.10.2008r.

“Kochani Ratownicy Ziemi kolejnego Zjazdu!
Przesyłam Wam z Świątyni Fatimskiej moją Miłość i cieszę się, że kolejny Zjazd wniesie wiele cegiełek w budowę Nowego Świata, który rozwija się tu i teraz w szybkim, zawrotnym tempie. Stare struktury walą się, robiąc miejsce nowemu i to przejawia się na każdym niemal kontynencie. I moi drodzy dzięki Waszemu oddaniu się Bogu, korzystamy z Waszych świątyń i przyśpieszamy ten czas wielkich zmian na Ziemi i wspólnie tworzymy wielkie dzieło Boga, które rozbłyskuje swoim potencjałem na Ziemi, Galaktyce i we Wszechświatach. Wszystko ulega wielkiej przemianie w piękno doskonałości Bożej. Miłość płynie i tworzy swą miłosną energią nowe struktury pod nowe szkoły, nowe firmy, nowe instytucje i uniwersytety, tak, aby świat ludzki oparty był na mocnym gruncie Prawdy, w którym obowiązywać będzie ład i zasady Boskie stworzone u podstaw istnienia. Szczęście i doskonałość przejawia się już w wielu miejscach na Ziemi. Kryształy mocno uaktywnione prezentują już swoje programy w wielu miejscach na Ziemi i kto słucha ten słyszy i ten, kto dobrze patrzy ten widzi. Bo to przecież chodzi o to, aby ludzka świadomość uległa poszerzeniu i dostrzegła wyższe wymiary Boga, z których wszystko pochodzi. W tych pięknych Boskich wymiarach, polach wszelkich możliwości wibruje nieustannie energia w formie cząsteczek, posiadająca informację, która to energia jest fundamentem, na którym opiera się całe stworzenie.
Więc kochani, jak zapewne dostrzegacie, naukowcy powoli odkrywają te cząsteczki i ku naszemu ogromnemu rozradowaniu przybliżają się do Boskich sfer i nastąpi połączenie się, opadnie zasłona z ludzkich oczu i nastąpi nowe spojrzenie na rzeczywistość, w której żyjecie.

I o to chodzi, aby zrozumieć wreszcie, że Niebo nie jest oddalone od Ziemi, a Ziemia od Nieba. Wszystko jest Jednością i nawzajem się przenika. Tak bardzo się cieszymy, że ludzkość coraz mądrzejsza budzi się do prawdziwego życia.
Wielką macie w tym zasługę kochani Ratownicy, bo Wasz wkład i udział w tej pracy jest ogromny. Waszym blaskiem rozświetlacie ludzkie serca i poszerzacie świadomość zbiorową o nowe wartości, te, które człowiek pomijał, rozwijając swoje ego.

I teraz następuje powrót do tych Boskich Zasad. To się już dzieje i radujmy się i cieszmy, bo Dzień Pański jest bliski. Rewolucja Duchowa zatacza coraz szersze kręgi i obejmuje swym zasięgiem coraz większe pola. Niech każdy Wasz dzień będzie radosny, pełen Bożego entuzjazmu i Radości. Niech radość i entuzjazm przenika każde Wasze działanie.
Więc zwyciężajcie siebie, swoje słabostki, żegnajcie się z nimi. Róbcie miejsca na nowe pola Królestwa Bożego i Bożą obfitość. Jesteśmy z Wami.
Tego życzymy Wam – Maryja z Wyżyn Fatimskiej Świątyni i błogosławi Was ze swojego czystego Serca moi kochani! Działajmy razem w wielkiej Bożej Miłości i Mądrości!
Matka Maria Wasza Siostra i Przyjaciółka”

Wieczorem odbył się wieczorek artystyczno-medytacyjny. Były czytane wiersze, słuchaliśmy dynamicznego, uduchowionego koncertu Wojtka Gęsickiego, jak też odbyła się jeszcze jedna praca medytacyjna. Ale o tym i drugim dniu zjazdu napiszę w kolejnym biuletynie.
Mariusz Brzoskowski

Podziękowania i przekazy od Ratowików Ziemi

Email do fundacji z dnia 21.10.2008 r.

“Witajcie kochani!
Na Zjeździe, drugiego dnia, po pierwszej medytacji chciałem się z Wami czymś podzielić, ale tak jakoś wyszło, że dużo osób zaczęło się dzielić i czytać przekazy i nadszedł czas na przerwę. Więc dzielę się teraz, bo ta pierwsza medytacja była dla mnie czymś, czego tak bardzo potrzebowałem od dłuższego czasu… Ja przez pewien okres przed Zjazdem (jakieś dwa tygodnie) czułem jak umieram, jak jest mnie coraz mniej na Ziemi… i umierałem sobie tak codziennie i wszystko było by dobrze (bo śmierć to początek nowej przygody), gdyby nie to, że umierałem w smutku i samotności w czymś, co jest do mnie niepodobne, bo zawsze i we wszystkim staram się szukać czegoś pozytywnego. A tutaj ten smutek, był wokół mnie i we mnie i okropna samotność, uczucie opuszczenia i porzucenia. I ta pierwsza w niedzielę medytacja, zaczynała się od naszych narodzin, i poczułem ogromną Miłość i Wsparcie, czułem Ojca-Matkę, który kołysał mnie malutkiego, malutką duszyczkę w swych ramionach i popłynęła Miłość odczuwalna fizycznie i duchowo, rozpuszczając wszystko w swoim wszechpotężnym Duchu… i narodziłem się na nowo. DZIĘKUJĘ.
Taką śmierć już kiedyś przechodziłem, jak miałem około 10 lat, ale wtedy po prostu nie chciało mi się żyć i sam chciałem wrócić tam skąd przyszedłem… i u Jadzi znalazłem książki „Przesłania z Plejad” B. Marciniaka i one same się czytały, w jednej z medytacji na końcu rozdziału Ojciec wziął mnie na ręce, a ja obserwowałem przemiany, jakie zachodzą na Ziemi i wtedy zachciało mi się żyć i poczułem więź z Ziemią.
Jeszcze w jednej medytacji na Zjeździe Nauczyciele pokazali mi jak to wszystko fajnie się ułożyło (a raczej jak było zaplanowane), pokazali mi dwie daty, liczby zaczęły się dodawać, najpierw 11.10.2008=4, następnie 12.10.2008=5 i później 4+5=9… IX Zjazd Ratowników Ziemi. Dziewięć to zakończenie pewnego etapu i dziękuję Wam za te wszystkie Zjazdy, Medytacje Miłości i wyjazdy. Dziękuję za Wasze Posłuszeństwo Miłości! Kocham Was i pozdrawiam, życząc dalszych sukcesów…
Marek Jabłoński z Łodzi – Do zobaczenia!”

Przekaz otrzymała Victoria Wirth-Koliba, dn.29.10.2008r. godz. 15.24

“Słucham Was, Drodzy Nauczyciele Miłości!
Kochani Ratownicy! Oto gorący apel do Was wszystkich,
Do Was – Dusz przebudzonych Ojca, które razem ufnie podążają za wskazówkami, znakami Ojca. Rozświetlajcie mrok, który otacza Waszych Braci i Wasze Siostry. Bądźcie wiecznie żarzącą się pochodnią miłości i światła, która przebudza te niezliczone, uśpione, piękne Dusze, które tylko czekają na przebudzenie, czekają na głos Wasz, który usłyszawszy w ciemnościach zapali iskrę boskiego światła, które pochłonie wszystko.
Kochani, nie bójcie się działać! Nie bójcie się kochać i przebudzać! To jest Wasza misja, Wasz cel, z którym przybyliście, Wy się tego podjęliście! Więc dalej – działajcie otwarcie. Zważcie na to, iż Wy także dawniej spaliście – drzemiąc w świecie potocznie zwanym Waszą rzeczywistością. Wiecie więc jak to jest, wiecie, jakie to jest męczące, ile energii pochłania trwanie w tym życiowym labiryncie. Życie w owej iluzji można porównać do literackiego motywu labiryntu – jest wiele ścieżek, dróg, decyzji do podejmowania i uczucie towarzyszące tym wyborom – nie wiadomo dokąd dojdziemy, gdzie nas los zaprowadzi. Żyjemy w jednej wielkiej niewiadomej. Aż tu nagle pojawia się światło, piękne mocno bijące światło, która nas woła. Ono nas przyciąga, podążamy za nim. Z każdą chwilą jesteśmy coraz bliżej źródła jasności i nagle wkraczamy w nie – stajemy się tym światłem, które nas otacza ze wszystkich stron. I stało się – opuściliśmy labirynt iluzji – jakaś piękna Dusza po nas przyszła i nas przebudziła… Widzicie?
Z Wami właśnie tak było, pamiętajcie o tym i działajcie! Takich zagubionych Dzieci Ojca jest ogromna ilość, każdy tkwi w swoim labiryncie. Rozświetlajcie im drogę! Wyprowadźcie z okowy snu i mroku! O to Was prosimy! Wy Ratownicy Ojca – ratujcie zagubione Dusze – ratujecie Wasze Siostry i Waszych Braci.
Z miłością,
Jezus Sananda, Archanioł Metatron oraz zastępy Aniołów”

Email od Victorii z 26.10.2008 r.

“Ze wspomnieniami z ostatniego zjazdu jest związany nieodłącznie przekaz, jaki otrzymałam od Melchizedeka, o godz. 5.1o, zanim wyruszyłam w drogę. „To, co się dzieje teraz z Wami (przykład Eva) jest to przyspieszona transformacja tego, co nie jest światłem w Was. Bądźcie ufni i spokojni, zaufajcie Panu – jeszcze raz, jeszcze troszkę – to potrwa niedługo. A Ty córko moja – sama wiesz… ale i Ty nie obronisz się przed zmianami, pozwól sobie na nie. Uwierz mi – później będzie tylko ŚWIATŁO – więc spokojnie, ufnie i bez pośpiechu; wdychaj Światło, wydychaj Miłość. I będzie się działo i stanie się – bo chciałaś tego i pragniesz też”. A co z moją pracą dla Was i Ziemi, braci i sióstr moich? „Nie spiesz się, powoli – najpierw zmienisz się Ty a potem jak fala – Fala Miłości – będzie się zmieniać wszystko wokół Ciebie. Innej drogi nie ma – jak Droga Zmian przez Was – i im szybciej się temu poddacie i pozwolicie na zmiany – tym szybciej się Stanie!
Pokoju Myślom i Sercu Twemu Córko i Siostro. Spotkamy się już niedługo”. I pojechałam i dojechałam szczęśliwie i znalazłam się szczęśliwa wśród przyjaciół, bliskich memu sercu. I chciałoby się powiedzieć – było jak zwykle – CUDOWNIE!
W czasie, kiedy Elżbieta prowadziła nas w głąb Ziemi, na rodzaj platformy, ja zobaczyłam nas ustawionych jakby w szeregu, wzdłuż zielono-szmaragdowej platformy. I złączywszy się rękoma, ruchem spiralnym ruszyliśmy (pofrunęliśmy) za pierwszym z lewej. Po jakimś czasie rozłączyliśmy się i gdy znalazłam się sama, usłyszałam delikatny dźwięk: „bzz… Bzz…” (później, gdy o tym myślałam, doszłam do wniosku, że taki dźwięk wydaje pszczoła przy lataniu i dlatego, ja byłam tak maleńka, to moje skrzydełka wydawały taki dźwięk) i bardzo powoli opuszczałam się na jakąś pustą powierzchnię. I kiedy pomyślałam sobie – gdzie to ja jestem – usłyszałam melodię z „Małego Księcia” i rzeczywiście zobaczyłam Jego, „Jego” Czerwoną Różę a za nią Pole Czerwonych Róż. I wszyscy staliśmy, i patrzyliśmy na siebie nawzajem aż ta jedna Róża zrozumiała, że przyszedł czas odpuszczenia, puszczenia swojego bólu – Bólu Zranionego Serca, którego doznała, kiedy „jej” Książę zachwycił się i pokochał Pole Czerwonych Róż. Nie wiedziała „bidulka”, jak ma to zrobić, bo przecież to tak jeszcze boli! Ale odwracając się od Księcia popatrzyła na pole Przepięknych Róż i już wiedziała, jak ukoić swój Ból – i wstąpiła w to Pole, zanurzając się w nim – i STAŁA SIĘ JEDNĄ Z NICH! I była nadal KOCHANA i nie czuła już bólu w swym sercu – tylko RADOŚĆ WSPÓLNOTY- RADOŚĆ BYCIA RAZEM!
Wkrótce znalazłam się na dużym, centralnym placu, w Warszawie i pomyślałam – co dalej – i znowu „poprowadziła” mnie melodia – tym razem piosenka Ewy Demarczyk ze słowami: „czy pamiętasz, jak ze mną tańczyłeś walca, z Panną – Madonną tych lat…” (po sprawdzeniu – to pieśń pt. „Grande Valse Brillante”), potem na Powązki, gdzie tylu, młodych chłopców i dziewcząt zabitych, pomordowanych w czasie wojny i powstania – „moich” Kolumbów – leżało, siedziało, na swoich grobach, w smutku i bez nadziei. I znowu umysł – JUŻ CZAS; CZAS WYBACZYĆ – ale oni tylko kiwali z niechęcią głowami.
Pomogły Róże, Pole Czerwonych Róż, które stało za mną „murem” i przesunęło się nad te groby z „Kolumbami”. I zaczęły sypać się z nich płatki, PŁATKI CZERWONYCH RÓŻ i było to tak PIĘKNE – na białych grobach, wśród białych brzóz, spływające płatki czerwonych róż, że zachwyciło to tych młodych idealistów (umarli przecież dla pięknej idei) i w tym ZACHWYCIE wybaczyli!!!
Zaraz potem znaleźliśmy się wszyscy znowu na tym centralnym, warszawskim placu, gdzie młody człowiek, w mundurze Wermachtu, ze starą twarzą człowieka, którym aktualnie się opiekowałam – zobaczywszy tych Kolumbów, obsypanych płatkami czerwonych róż – padł dosłownie na kolana i twarz przed nimi, w zachwycie i z niemą prośbą o wybaczenie (i pewnie doznał go, ponieważ zobaczyłam go w trumnie, również obsypanego czerwonymi różami).
Na tym placu był również stary Żyd, do którego podszedł Herman Hess z niemą prośbą w oczach. Ale Rabi rwąc sobie włosy z głowy krzyczał – nie, nie, nie mogę, tyle zamordowanych, tyle dzieci…!
I te dzieci, wiele małych dzieci, znalazło się obok nich i patrzyło na nich tymi swoimi, dużymi oczyma. I nie wiedziałam, czy patrzą z prośbą o wybaczenie czy z wyrzutem, że o te wybaczenie się je prosi. Ale z tego tłumu dzieci wyszła dziewczynka i kiedy znalazła się obok Hessa, ten odwracając się do niej, ukląkł przed nią i ona powiedziała – ja ci wybaczam – i już było wiadomo, że wszystkie dzieci proszą starego Rabiego, aby w ich imieniu wybaczył. A jemu nie pozostawało nic innego, jak WYBACZYĆ! I zrobił to, przygarniając go do piersi. I nastało ŚWIĘTO – wszystkie WINY zostały WYMAZANE przez WYBACZENIE!!! Moja wizja zakończyła się oczywiście melodią, tylko nie jestem pewna na 100% (w końcu piszę po 2 tygodniach) czy był to sygnał – melodia Eurowizji. Po tylu wrażeniach byłam tak otumaniona, że zabrakło mi głosu, aby o tym opowiedzieć. I zaraz potem następne prace, następne przepiękne przeżycia. Już później, w pokoju hotelowym, zmęczona, znalazłam tylko czas na napisanie wiersza:

Kotwica DZIĘKUJĘ
Ojcze za Twych ŁASK STRUMIENIE.
Od Twego do mego SERCA,
Że na nic innego, poza radością, nie ma w nim miejsca.
I SŁOWO CIAŁEM SIĘ STAJE,
I NASZE SŁOWA, MYŚLI I PRAGNIENIA,
W ZŁOTO SIĘ ZAMIENIA.
I w Ciszy, z Miłością, w Pokorze,
Zanurzamy się
I s t a j e s i ę –
Wybuchamy TĘCZĄ
Pełni BLASKU i CHWAŁY.
I nazajutrz STAŁO SIĘ – wróciliśmy do Ojca – Matki, naszego Praźródła, by przeżyć ponownie, tym razem świadomie; nasze NARODZINY.
I MAMY BOGA W SOBIE! To jest tak CUDOWNIE PIĘKNE, że aż nie do opisania…
I patrzyłam na Helenkę Oczami Boga… i widziałam ją i widziałam siebie…
W JEDNOŚCI…

I w tej ekstazie zdołałam tylko powiedzieć po cichutku:
Ojcze – Matko Nasz!
Który JESTEŚ nad Nami i w Nas,
Święć się Imię Twoje JAM JEST,
JAM JEST Królestwo Twoje,
JAM JEST Wola Twoja,
JAM JEST jako w Niebie, tak i na Ziemi i w Nas,
JAM JEST Miłością – Chlebem Naszym Powszednim,
JAM JEST Wybawieniem Wszystkich od wszystkiego, co Mną nie jest.
JAM JEST Królestwem!
JAM JEST Potęgą!
JAM JEST Chwałą Boga –
W wiecznym, nieśmiertelnym przejawianiu!
Wszystkim tym JAM JEST …
I dla mnie ten IX Zjazd nie zakończył się… On trwa razem z piosenką, którą ciągle sobie śpiewam:
„Największy skarb w sercu mam
W Jedności z Ojcem sobie trwam…”
Victoria Hammernick, Freiburg 26.10.2008r.”

Czy strona była dla Ciebie pomocna?

0 / 5 Ilość głosów: 0

Ocena strony:

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *