Blog
Potrzeba integracji z Miłością – Jezus i Maitreja
Potrzeba integracji z Miłością - Jezus i Maitreja
”Aby to czynić należy się z Nią integrować, poprzez zawierzenie, zgłębianie, rozpoznawanie. Jest to wspaniała, ciekawa, radosna zabawa, doświadczenie, praca i służba. Na drodze Miłości, w byciu Miłością osiąga się stany olśnienia, uniesienia, błogości, ciszy, spokoju, oświecenia, zbawienia, wniebowstąpienia, niebostąpienia, pełności, obfitości, a przede wszystkim radości, współodczuwania nieśmiertelności, pełnego zjednoczenia duszy z człowiekiem i Wszechświatem”.
Przekaz duchowy otrzymał Mariusz Brzoskowski, dn. 29.01.2010r. godz. 8.25
”Słucham Cię Wewnętrzna Mądrości, Nauczyciele Miłości!
Odpowiada na twoje wezwanie Jezus Chrystus i Maitreja w jednym z Tobą i Kosmiczną Świadomością,
Potrzeba integracji jest ważna jednak nie jest najistotniejsza na drodze rozwoju, wzrostu świadomości jeżeli chodzi o działania grupowe, zbiorcze. Integracja wewnętrzna, duchowa, twoja z Wszechświadomością, wszechduchem, boskością i samym Praźródłem – Miłością jest zaś niezbędna do wzrostu, uzdrowienia, rozkwitu. Potencjał złożony w człowieku jest ogromny, ale niewielka wręcz mikroskopijna część ludzkości rozwija go w rzeczywistym duchu Miłości, a przecież Miłość zawiera w sobie najpiękniejsze cechy, wartości, jest ponadczasowa, ponadwymiarowa, ponad czasem i przestrzenią. Po prostu JEST i kto chce, może z niej czerpać ile zechce w każdym aspekcie Życia. Czyli można napełniać, zabarwiać Miłością dosłownie wszystko. Aby to czynić należy się z Nią integrować, poprzez zawierzenie, zgłębianie, rozpoznawanie. Jest to wspaniała, ciekawa, radosna zabawa, doświadczenie, praca i służba. Na drodze Miłości, w byciu Miłością osiąga się stany olśnienia, uniesienia, błogości, ciszy, spokoju, oświecenia, zbawienia, wniebowstąpienia, niebostąpienia, pełności, obfitości, a przede wszystkim radości, współodczuwania nieśmiertelności, pełnego zjednoczenia duszy z człowiekiem i Wszechświatem. Miłość uduchowia, czyni to łagodnie, samoistnie, kwantowo choć wymaga to pracy wewnętrznej i akceptacji prowadzenia duchowego poprzez odczuwanie, bycie, przejawianie, pozostawiając kwestię naukowego rozumienia w tle, jako siłę wspomagającą, a nie destrukcyjną, negującą, odrzucającą wyższe stany świadomości i pojmowania.
Im człowiek bardziej przejawia Miłość, tym mniej pytań stawia, bo już wie, jak mało wie względem siebie (obserwacja samego siebie potrafi nas bardzo często zaskoczyć, co świadczy o niewiedzy, niepełnym rozeznaniu najbliższej, bezpośrednio z nim związanych odczuć, wiedzy), a co dopiero wiedzy o innych, Wszechświecie. Droga wiedzy ma wspomagać rozwój przede wszystkim społeczeństwa, a na jej ogólnej bazie może wzrastać pojedynczy człowiek, ale znowu z założeniem, że jego wzrost służy wszystkim. To jest prawdziwe naczynie połączone. Gdy tak żyjemy, to obieg wiedzy, jej energii jest płynny, niezakłócony. Gdy jednak skupimy się za bardzo na sobie, to tworzymy niekorzystne wiry i blokady w rozwoju ogólnym. To samo dotyczy biznesu, rozrywki itd. Już czujesz, jak ten świat jest nieharmonijnie złożony, jak potrzebuje inspiracji i uzdrowienia. Ale jak przekonać kogoś, że jest chory, gdy on myśli, że jest zdrowy, a jeszcze częściej ignoruje swoją dysharmonię, zdrowie (wie o tym, że coś mu dolega, strzyka, boli, że ma różne humory, ale to przecież jego życie, i mu się nie chce lub coś tam innego)? Nie ma lepszej drogi jak własny przykład.
Człowiek radosny, spełniony, odważny, aktywny, uczynny, dzielący się, współodczuwający, bezinteresowny, a przede wszystkim MIŁUJĄCY jest Światłem dla innych, żywą pochodnią życia, piewcą duszy i Ducha. Gdy tak żyjemy, to integrujemy się samoistnie, potrafimy znaleźć zamysł Boga w każdej sytuacji, w każdej barwie życia. Zaczynamy Go pojmować, a co najważniejsze przejawiać. Oznacza to, że integrujemy się z samym Źródłem, a poprzez Nie z Wszechświatem, wiecznym Oceanem Życia.
Do usłyszenia wkrótce, we wspólnym byciu.
