Ta strona internetowa wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies wyrażasz zgodę na ich używanie i umieszczanie na Twoim urządzeniu końcowym.X

CUDOWNY ZNAK
NOWYCH CZASóW

opis, przykłady działania

"Wzrastanie Boga w Człowieku" - Mariusz Brzoskowski - 25.02.2016

MENU
TERAZ ZBIERAMY NA STUDIO KOMPUTEROWE - budowę pomieszczeń, zakup sprzętu

O Od 2009 roku Fundacja „Świadomość Ziemi” wspiera sierociniec “Loving hearts helping hands” („Kochające serca, pomocne ręce”) w Ugandzie, który opiekuje się 170 bezdomnymi, osieroconymi dziećmi. Na stale sponsorujemy 7 dzieci (w 100% pokrywamy koszt ich utrzymania, edukacji i wyżywienia). Gorąco zachęcamy do przekazania kilku, kilkudziesieciu złotych na ten cel. W Ugandzie 10 zł wystarcza na dzienne wyżywienie, edukację i zapewnienie dachu nad głową jednemu dziecku. Wpłaty na konto Fundacji „Świadomość Ziemi” z dopiskiem– „Na dzień dziecka – dzieciom Ugandy”.Nr konta: 34 1090 1102 0000 0001 0346 6287.  

więcej o naszej pomocy tutaj 

Dołącz do nas na Facebooku!
Lokalizacja - kontakt

Fundacja "Świadomosć Ziemi"
z siedzibą w Gdyni 
Adres kontaktowy:
05-500 Piaseczno k.Warszawy
ul. Hemara 2
UWAGA:
godziny pracy biura są ruchome!
Zadzwoń i sprawdź:
tel. 509-905-498

Deklaracja Wolności

Deklaracja Wolności została zainspirowana 27 marca 2013r. przez Mistrza Saint Germain (za pośrednictwem naszej znajomej o duchowym imieniu Arameya), który składa w nasze ręce projekt możliwy do zrealizowania w Nowej Złotej Erze Ziemi. Deklaracja Wolności jest jedną z trzech części Manifestu Duchowego, który wraz z Inwokacją i Programem tworzą całość dokumentu, mającego zainspirować Ludzi Nowej Ery do działania, poprzez wprowadzanie w czyn światłych idei, przekazanych przez Wzniesionych Mistrzów i Istoty Światła Miłości. 

Link do Deklaracji Wolności 

STATYSTYKI

Od 04-2006 odwiedziło nas:
5 770 522 gości.

 

Aktualnie na stronie przebywa
3 gość/-ci.

Wakacje Miłości w Garbiczu - sierpień 2009

GARBICZ KOŁO TORZYMA 15-23.08.2009r.

     Na początku bieżącego roku usłyszeliśmy od Nauczycieli, że jeden z letnich zlotów ma odbyć się na terenie województwa lubelskiego, i że w jego trakcie mamy pojechać do Berlina. Był to drugi wyjazd do stolicy Niemiec w tym roku, który zaplanowali nam Duchowi Przewodnicy (w marcu byliśmy w Berlinie, skąd lecieliśmy grupowo do Rio de Janerio via Madryt – więcej o wyjeździe do Ameryki Południowej w wcześniejszych biuletynach i na www). Nie znaliśmy w tamtej okolicy żadnego ośrodka, więc w trakcie Medytacji Miłości, która odbywała się w lutym we Wrocławiu powiedziałem, że szukamy jakiegoś fajnego miejsca na zlot w dawnym zielonogórskim, lubuskim. Po jej zakończeniu podeszła do mnie Halinka z Gorzowa Wlkp. i powiedziała, że zna bardzo ładnie położony kompleks w Garbiczu i przesłała kilka dni później emaila z namiarami. Gdy jakiś czas później zadzwoniłem do ośrodka „Magnat” i się przedstawiłem, to kierowniczka bardzo się ucieszyła, powiedziała, że nas zna, zamawia u nas książki, cudowne znaczki, a szef był na szkoleniu i medytacjach. No to już byliśmy jak w domu. Szybko uzgodniliśmy szczegóły organizacyjne, rezerwując miejsca w części turystycznej (jest tam też część pałacowa) na drugą połowę sierpnia.
    Gdy przyjechaliśmy na miejsce czekały nas same niespodzianki, i to w dodatku przyjemne. Była piękna pogoda, piękna okolica, a ośrodek położony jest między dwoma jeziorami w cichej i spokojnej wsi. Okazało się, że właściciel zdecydował, że zamiast w ośrodku „Leśny”, będziemy spali w „Pałacu Magnat”. To był jego prezent dla grupy, fundacji, za to, co robimy dla Ziemi i ludzkości. Łał.., to było miłe. Nie spodziewaliśmy się tego, jak i ciasta na powitanie i do każdego prawie posiłku w trakcie zlotu. Warunki były luksusowe, można było cieszyć się miejscem, odpoczywać, medytować i robić prace energetyczne na łonie natury.
   Na powitanie tego zlotu ktoś przywiózł ze swojego ogrodu śliwki, jabłka, kwiaty – tak dla wszystkich, abyśmy mogli się raczyć darami natury. Myśmy przywieźli „Świętą Wodę” – zbiór wód z czterech kontynentów i kilku miejsc objawień Maryjnych (więcej o tych wodach pisaliśmy w poprzednim biuletynie). Rozlewaliśmy ją do mniejszych butelek, po trochu, aby starczyło dla wszystkich. W ten sposób powstawał zaczyn, który mógł każdy sobie rozrabiać i pić czystą, żywą, uzdrawiającą, podwyższającą świadomość wodę.
    W dole od pałacu, przed ośrodkiem stoi piękny, prawie tysiącletni dąb – mocny, zdrowy, rozłożysty. Jego duch witał się z nami, zapoznawał, pozwalał korzystać z jego aury i energii. Odwzajemnialiśmy jego otwartość, szczodrość, uczyliśmy się lepiej odczuwać, poznawać jego subtelną strukturę. Poza i umiejscowienie dębu wskazywało również na to, że stoi jakby na straży, samotnie, że skupia tak mocno uwagę na sobie, jakby chciał coś zasłonić, ochronić. Nie wiedziałem jednak czy to jest moje złudzenie, bo nie uzyskałem żadnej dodatkowej informacji w tej sprawie. Ale jak to się mówi, co się odwlecze to nie uciecze. Kilka dni później będąc na spacerze z kilkoma osobami nad jeziorem, będąc na skraju liściastego lasu w głębi za dębem, Helena poczuła zew któregoś drzewa z lasu. Aż przyklękła z wrażenia, aby po chwili pójść w górę i zatrzymać się przy pięknym, strzelistym buku. Kontakt energetyczny był coraz mocniejszy, Helena zaczęła śpiewać dźwiękiem. Staliśmy na ścieżce, czując coraz więcej przepływającej przez nas energii. Gdy przekaz się skończył, usłyszeliśmy od Heleny, że ten buk to drzewo Matka tej okolicy, emanująca Energią Macierzystą. Duch drzewa wskazał specjalne miejsce połączenia trzech buków (rosnące w trójkącie). Nie wiedzieliśmy jeszcze, o co chodzi. Gdy podeszliśmy tam, stanęliśmy w miejscach wskazanych zgodnie z prowadzeniem duchowym, to poczuliśmy ściany z barami. Jak się okazało, były tam dwie bramy energetyczne - do Ziemi i do Nieba, jak też portal wspomagający wejście do wewnętrznej przestrzeni osób tam przebywających. To było mocne, wiedzieliśmy już trochę więcej. Siedząc przy tych drzewach wszedłem w kontakt telepatyczny z bukiem Matką, wpłynąłem w nią, byłem tym drzewem, czułem moc i miłość jej istoty, zakres jej oddziaływania. Przeze mnie natomiast spłynął strumień Światła, który buk przyjął z wdzięcznością, nasycał się nim, aby z czasem zacząć nim promieniować. Potem usłyszałem od Nauczycieli, że będę/będziemy coraz częściej doświadczać kontaktów z duchami Natury, jej przejawieniem, że będziemy coraz ściślej współpracować z Matką Naturą. Czuliśmy już to, bo coraz częściej mieliśmy takie kontakty, było coraz więcej elementów szamanizmu w naszych pracach, odkrywała się przed nami nasza szamańska natura, u niektórych wręcz szamańskie wcielenia. Spłynęła również informacja, że mając dobrze rozwinięty kontakt telepatyczny z Duchowymi Przewodnikami bezpieczniej jest wchodzić w relacje z żywiołami, duchami, stworami energetycznymi, które nie zawsze kierują się Miłością i Światłem, a często dualnymi, biegunowymi reakcjami. Posiadają one dużą moc i gdy postępuje się nieumiejętnie, nie znając zasad, reguł, powiązań i zaszłości duchowych, energetycznych, to można nieopatrznie sobie czy innym zaszkodzić. Mając świadome prowadzenie Nauczycieli, pracuje się czysto, precyzyjnie, bezpiecznie, skutecznie i efektywnie. Natura również potrzebuje dostrojenia się do Nowej Ziemi, a świadomy człowiek, pracujący z poziomu serca i Bożej Mądrości może ją pięknie uduchowić i rozświetlić, stając się prawdziwym Szamanem Miłości.
  Następnego dnia poszliśmy w to miejsce całą grupą. Już jak szliśmy, czuć było atmosferę niezwykłości, podwyższonej energetyki. Jak tylko znaleźliśmy się w bezpośredniej strefie promieniowania poszły duże prace, spłynęło dużo Światła, nowych nasion, matryc i innych Świetlistych struktur. Drzewa, które były do tej pory prawie nieruchome (było słonecznie, bezwietrznie), zaczęły szumieć, nieść wieść po okolicy o tym, co się wydarza. Zaczęły pojawiać się leśne duszki, nadleciały ptaki. Las ożył, i fizycznie i energetycznie. Nasza obecność wytworzyła ogromną kulę Światła, wodopój Miłości, do którego schodziły się zwierzęta, istoty drzew, duchy leśne i Nią się karmiły. Natura odżywiała się Boskim Światłem, podnosząc tym samym swoją świadomość, ożywając uśpionych, pobudzając leniwych do twórczej aktywności, pracy na rzecz Ziemi. Był to niezwykły moment, który zaowocował materialnym przejawem, a mianowicie samooczyszczeniem się wody w jeziorze. Gdy przyjechaliśmy, to jezioro znajdujące się na tyłach pałacu miało wodę dość mętną, ale nadającą się do kąpieli. Właściciel ośrodka i osoby tam pracujące powiedziały nam, że przez wiele lat nieczynna już garbarnia, chyba też ubojnia zwierząt, wylewała do tego jeziora ścieki, co doprowadziło z czasem do jego fizycznego zabrudzenia i zmętnienia. Po kilku dniach naszego pobytu, medytacjach tam robionych, w ten właśnie dzień, po tej pracy woda zmieniła w widoczny sposób swoją przezroczystość. Stała się ona bardziej czysta, nawet jej zapach się zmienił. To było niezwykłe odkrycie, fakt, który potwierdził właściciel i pracownicy. Cóż powiedzieć - piękne, cudowne i wzruszające. Oby więcej takich chwil było w naszym życiu. Same one nie przyjdą, nie wydarzą się ot tak - rolą człowieka jest pomóc w Boskim Akcie Tworzenia, być świadomym swoich praw i obowiązków, żyć tak, aby nie tylko być, ale żyć Twórczo i Miłująco. Tego trzeba uczyć się, doskonalić w sobie Boskie Cechy, pozwolić się przejawić Duszy – Bogu w sobie.
   W połowie zlotu, rankiem wyjechaliśmy do Berlina w prawie trzydzieści osób, a pozostałych kilkanaście zostało w Garbiczu. Berlin przywitał nas nie tylko słońcem, ale i pięknym Duchowym Światłem. Okazywał nam swoją radość i wdzięczność. Akurat jak wjeżdżaliśmy do miasta, zadzwoniła do nas Monika z Bremmen i pytała się, co takiego się dzieje, bo ona widzi tyle Światła, dużo Ognistych Rydwanów, niezliczoną ilość Aniołów. A myśmy tylko jechali, i częściowo odbierali to, co ona widziała na odległość. Nie był to koniec miłych wieści i odbiorów. Byliśmy umówienie z Ulą z Koszalina przy Aleksanderplatz, która od kilku miesięcy mieszkała w Berlinie. Gdy się spotkaliśmy, radości było co nie miara. Ula jest sama w sobie jednym wielkim „uśmiechem”, a co dopiero, gdy bratnie dusze spotkają się po kilku miesiącach niewidzenia. I znowu popłynęły niezwykłe wieści o tym, że gdy jechaliśmy to Ula widziała nieustannie rozlewające się Światło, to że Aniołowie uruchamiali Świetliste Bramy pod każdym przejazdem na autostradzie. Mówiła również o tym, że na początku roku dostała przekaz od Nauczycieli, że ma przenieść się z Irlandii do Berlina, że teraz tam będzie łącznikiem, budowniczym. Dobrze, że jej mąż nie tylko ją kocha, ale i akceptuje takie wieści z zaświatów. Przeprowadzili się więc do Berlina i Ula od kilku miesięcy codziennie medytowała, pracowała po kilka godzin przygotowując razem z Nauczycielami grunt i struktury do tego dnia. Wtedy to zrozumieliśmy, czemu duch Berlina tak się cieszył, że było tak wiele Duchowych Istot Miłości po drodze – Oni wiedzieli, co się wydarzy, co ma się dokonać, a my jak zwykle tylko co nieco, aby zbytnio nie projektować umysłem, a poddać się duchowemu prowadzeniu. Ten dzień był dla nas dość szczególny, radosny i wymagający zarazem. Pracowaliśmy zwiedzając. Tworzyły się tęczowe fontanny Światła, pojawiały elementy świętej geometrii. Apogeum prac oczyszczających odbyło się, gdy płynęliśmy statkiem po rzece i kanałach Berlina. Rejs trwał ponad godzinę, z czego co najmniej pół przespaliśmy - Energie schodziły tak duże, że oczy same się zamykały, głowy opadały, a dusze i ciała świetliste pracowały.
    Dzień w Berlinie zakończyliśmy świadomą, grupową medytacją w parku, siedząc na trawie, polanie między drzewami, niedaleko Reistagu. Była to medytacja Miłości i Pokoju między narodami, sąsiednimi krajami, ludźmi i duchami. Łączyliśmy, sialiśmy i rozlewaliśmy Światło Pokoju i Mądrości, błogosławiliśmy to miejsce, te miasto, ten kraj i germańskie narody. Wracaliśmy do domu, do Garbicza trochę zmęczeni, ale radośni z tego, co się wydarzyło, w czym mogliśmy uczestniczyć. Gdy przyjechaliśmy pod hotel, to czekały na nas osoby, które ten dzień spędziły na miejscu. I znowu popłynęły wieści o tym, co się działo w Berlinie, co oni wiedzieli, słyszeli, czuli, w jakich pracach oni uczestniczyli. Wszystko się pięknie nie tylko potwierdzało i uzupełniało, a jeszcze bardziej pogłębiało i poszerzało. Takie chwile się pamięta, warto wkładać tyle wysiłku, aby w tym uczestniczyć, mieć swój osobisty i grupowy wkład w współtworzenie Nowej Ziemi.
    Kolejnym ważnym elementem naszego pobytu w Garbiczu było zorganizowanie dwóch szałasów potów (o tej ceremonii pisaliśmy w ostatnim biuletynie, informując o jej przesłaniu i zasadach, jak też dzieląc się tym, co przeżyliśmy podczas uczestniczeniach w szałasach potów w trakcie czerwcowego zlotu w Węgorzewie). Mieliśmy już więc trochę grupowego doświadczenia – organizacyjnego, fizycznego i duchowego. Były wśród nas jednak osoby, które jeszcze nigdy w życiu nie brały udziału w tej ceremonii, lub w tym roku jeszcze w niej nie uczestniczyły. Dla nich i wszystkich pozostałych chętnych był przeznaczony pierwszy szałas potów, do którego wchodziliśmy z osobistymi intencjami, choć z moich obserwacji i doświadczeń wiem, że zakres oddziaływania szałasu wykracza znacznie poza jego podstawowe przesłanie. Miejsce do szałasu wybraliśmy na małej polance, nad samym jeziorem, o którym pisałem wcześniej. Marek, jako mistrz ceremonii, łagodnie ukierunkowywał osoby pomagające w budowie szałasu i przygotowaniu miejsca. W pełnym słońcu powstawał szkielet, znoszone były kamienie i drzewo na opał, schodziło duchowe pole szałasu potów. Do południa wszystko było gotowe do ceremonii.
    Po obiedzie zeszliśmy wszyscy nad jezioro, mimo że nie wszystkich mógłby pomieścić szałas. Można w nim również uczestniczyć będąc na zewnątrz, i jest to też dość duże przeżycie. Na początku, tak jak w Węgorzewie, Marek z Beatą przywołali kierunki, duchy opiekuńcze, Ziemię i samo Źródło do uczestniczenia w tej ceremonii. Następnie przybliżyli jej przebieg i historyczne korzenie. Osoby podzieliły się swoimi przemyśleniami i intencjami. Potem przyszła pora na rytualne oczyszczenie dymem z szałwii przed samym wejściem do szałasu. Marek dodatkowo błogosławił uczestników pięknie zdobionym piórem, które otrzymał niedawno w prezencie od szamana z Ameryki.
   Osobiście nie miałem uczestniczyć w tym szałasie potów, zostawiając miejsce dla tych, co nie brali jeszcze w nim udziału, ale okazało się, że było jeszcze jedno miejsce. Skorzystałem więc chętnie, bo mimo, że jest to wymagająca sił ceremonia, daje mi ona potem duże poczucie czystości i szczęśliwości. Tak też było i tym razem. Cztery rundy minęły bardzo szybko, chociaż w środku było ciasno i gorąco, nie tylko od rozgrzanych do czerwoności kamieni w środku szałasu, ale też i słońca grzejącego z góry. Płynęło jednak dużo uwolnień, odbywały się głębokie oczyszczenia, spływała Boska Mądrość i Światło, tak że zdziwiliśmy się, gdy wychodząc po ostatniej rundzie z ciemności szałasu, powitał nas na zewnątrz zmierz. To były jednak cztery długie rundy. Większość z nas kąpała się potem w jeziorze, co było ogromną przyjemnością, wręcz mistycznym doznaniem. Całkowite omycie, które przynosiło ukojenie i wzmocnienie.
    Intencją drugiego szałasu potów była praca na rzecz Ziemi, wejście do namiotu, aby wspomagać Ją w procesach transformacji, oczyszczenia i przeistaczania się w Nową Ziemię. Zorganizowaliśmy go w przedostatni dzień zlotu, w sobotę. Rano otrzymałem taki przekaz:

******************

Przekaz otrzymał Mariusz Brzoskowski, dn. 22.08.2009r. godz. 8.00

Drodzy Nauczyciele, co chcielibyście przekazać dzisiaj – dla mnie, Heleny, grupy?

Mówi Saint Germain,

   Zacznijmy od grupy. Dzisiaj ważny dzień – kumulacja – podczas której wygrają wszyscy. Pracowaliśmy/cie na niego na płaszczyźnie fizycznej od kilku lat, niektórzy kilku miesięcy a na duchowej czasami od wcieleń. Nie stanowi to wartości różnicującej, a scalającą. Jesteście tu razem, ciałem i stanowicie swoisty łącznik – generator.
    Pewne procesy przyśpieszyły i razem z Ziemią, Radą Galaktyczną, za przyzwoleniem Ojca będziemy zwiększać natężenie pierwiastka żeńskiego na Planecie Ziemia. Będzie to bardzo ważne dla dalszego scenariusza zdarzeń na Ziemi, oczywiście w pozytywnym, dobroczynnym, miłościo-siejącym znaczeniu.
Będzie następowała szybsza transformacja ciał (Ziemi, ludzi, flory i fauny) jak też wzrośnie empatyczność ludzi, płynniejsze i łatwiejsze odczuwanie sercem (tzw. poszerzanie otwierania czakry serca – indywidualnie i grupowo, zbiorowo – próbkę mieliście w plazmatycznych bramach Miłości montowanych po drodze do Berlina, w samym mieście). Było to możliwe po uruchomieniu w Was nowych Wrót Miłości, które nosicie w sobie i swoim polu. Byliście fizycznymi, duchowo-energetycznymi impulsami uaktywniającymi przygotowane struktury - dzięki połączeniu Naszych serc (czytaj – sił, możliwości, oddania) ożywaliśmy je Miłością Boga i wewnętrznym potencjałem Jam Jest, czyniąc je żywymi polami, Energią Miłości. Teraz działa to, żyje emanując duchowe Światło Miłości do dusz, które je (wrota) przekraczają. To Światło, ta Energia dotyka, przenika struktury człowieka i innych istnień (od ślimaka, żaby, po istoty, których nie widzicie, a żyją w tej przestrzeni) pomagając w uaktywnieniu, bądź zasilaniu Boskich Ziaren Miłości tam gdzie jest tego potrzeba. Jest to inny poziom Tworzenia. Bardziej dynamiczny, bardziej aktywny, bardziej wydajny (bo w bardzo oczyszczonym polu), w związku z czym wiele spraw nabierze innego tempa i rozmachu. Cieszy to Nas niezmiernie, bo lubimy gdy dzieje się dużo dobrego, gdy cień, ciemność się rozświetla, a Światło, ludzie rozkwitają. Więcej przyjdzie w pracy, w bezpośrednim odbiorze, przekazie. Sami poczujecie. Bądźcie dzisiaj szczególnie solidarni, wspierający, uzupełniający, otwarci na bycie kanałem i narzędziem Miłości, poprzez co stajecie się współtwórcami i przejawieniem Boga Jam Jest
.

Saint Germian, Jezus i Melchizedek

**********************

   Tak to już wiedzieliśmy, że będzie to ważny dzień i ceremonia. Nastrój radosnego oczekiwania, powagi chwili udzielił się wszystkim uczestnikom zlotu. Znakiem ważności, szczególności tego dnia była zmiana pogody – niebo się zachmurzyło, rozhulał się wiatr, zbierało się na deszcz. Deszcz oczyszczenia i błogosławienia. Duchy Natury i Żywioły ożywiły się. Helenę przywołał jeden kamień, który chciał wejść do namiotu nie jako rozgrzany do czerwoności „dziadek”, a być tam razem z nami, uczestniczyć w ceremonii. I tak się stało. Cały czas był między nogami Heleny (bardzo ładnie to wyglądało, miało swoją mistykę – Helena siedziała tuż przy dołku z gorącymi kamieniami w siadzie skrzyżnym a między nimi był ten kamień, na których spoczywały dłonie), pomagał je w pracach z uwolnieniem Ziemi, był fizycznym łącznikiem pomiędzy ludźmi a Ziemią. To co się działo, dokonało, zapadło nam wszystkim głęboko w serca. Pięknie wyraża to przekaz, który otrzymałem po ceremonii.

**********************

Przekaz otrzymał Mariusz Brzoskowski, dn. 22.08.2009r. godz. 23.40

Kochani Ratownicy Ziemi!

    Matka Ziemia wraz ze Wszechświatem Miłości, samym Źródłem dziękuje Wam i wszystkim innym istotom biorącym udział w pracach przygotowawczych i doskonalących akty uwolnienia, oczyszczenia i sprowadzania na Ziemię Żeńskiego Aspektu Istnienia i Tworzenia.
    Dzisiejsza praca wywarła poważny wpływ na energetykę Ziemi, jej zapisy i aktywację nowych kodów i odrodzenie Boskiego Pierwowzoru planety Ziemia. Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi, że mogliśmy razem z Wami, Naszymi ziemskimi braćmi i siostrami to przygotować, w tym zadaniu, procesie, pracy uczestniczyć. Nasze serca pełne są wdzięczności i miłości do tego, co się wydarza, dokonuje, choć czasami w pocie czoła. Tym razem było to dosłowne pocenie się, ale wszyscy mężnie wytrwaliście, wykazując się nie tylko wysoką świadomością tych prac, ale i hartem ducha i ciała, które musiało przejść dużo, napocić się bardzo, aby Ziemi lżej przechodziło się tak radykalne i głębokie procesy. Udało się, dokonało się, warto było!
Z miłością do wszystkich i całego Bożego Stworzenia,

Nauczyciele wraz z samym Źródłem Jam Jest – Miłością

********************

   Kamień również mężnie wytrwał i faktycznie dużo pomógł, wiele przepuścił przez siebie. Po zakończonym szałasie przyszedł od niego impuls, że chce być z nami i pomagać w tym, co robimy. Wysłuchaliśmy tę prośbę i zabraliśmy go ze sobą do Warszawy, gdzie towarzyszy nam teraz we wszystkich medytacjach. Dużo osób bierze go na ręce i doświadcza głębszego kontaktu ze światem minerałów i samą Ziemią.
   Zlot zakończyliśmy w niedzielę przy słonecznej pogodzie, która była dla nas znakiem dobrze wykonanego zadania, uwzględniając wcześniejszy deszcz.
   Osobiście „los” skierował mnie prosto ze zlotu w Garbiczu do Węgorzewa, gdzie miałem spędzić tydzień wakacji ze swoimi dziećmi. Planując ten wyjazd kilka miesięcy wcześniej usłyszałem tylko, aby było to w ostatnim tygodniu sierpnia. Termin był trochę ryzykowny pod względem pogody, nie za bardzo pasował też córkom, ale sprawę zawierzyliśmy Miłości. Miejsce też nie było mi początkowo znane. Z czasem coraz bardziej czułem, że ma być to na Mazurach, aż w końcu samoistnie wykrystalizował się ten sam ośrodek w Węgorzewie, gdzie byliśmy na czerwcowym zlocie. Czułem, że jedziemy tam nie tylko odpoczywać, ale coś domknąć, dokonać. Gdy przyjechaliśmy, to witały nas duchy przyrody, drzewa, elfy, skrzaty, woda. Było to tak wyraziste, że aż byłem zdumiony. Czułem to fizycznie, odbierałem całym sobą, rozmawiałem z przyrodą, ziemią, zwierzętami. Było to bardzo głębokie przeżycie, takie z marszu, bez medytacji, jadąc po prostu samochodem, idąc nad brzeg jeziora. Nie doświadczałem czegoś takiego do tej pory w takiej skali, intensywności. Z czasem opowiedziałem dzieciom trochę o szałasach potów, które tam robiliśmy, o zakopanym tam kamieniu w kształcie serca. Jakież było moje zdumienie, gdy starsza córka bezbłędnie wskazała miejsce jego złożenia, że czuła tam dużą energetykę i widziała unoszące się różowo-fioletowe kule Światła. Łał… Tego się nie spodziewałem, aż ciepło zrobiło się na sercu, łza zakręciła w oku. Po dwóch dniach pobytu (dodam, że cały czas była piękna, słoneczna pogoda, z wyjątkiem jednego dnia, ale o tym później) rozmawiając i medytując z Heleną na telefonie, będąc w kontakcie energetycznym, uczestniczyliśmy w przebudzeniu Dewy Mazur, pięknej Białej Istoty, która okazała się siódmym, brakującym strumieniem – sznurem energetycznym podłączonym do Kamienia Miłości złożonego do ziemi Mazurskiej (więcej o tym w relacji z Węgorzowa w ostatnim biuletynie). Byliśmy pod ogromnym wrażeniem. Następnego dnia otrzymałem taki przekaz.

************************

Przekaz otrzymał Mariusz Brzoskowski, dn. 26.08.2009r. godz. 9.00

Słucham Was, Nauczyciele Miłości!

   Zgłosiłam się wcześniej do Ciebie – Biała Dama, PraDuch Warmii i Mazur, istoty wody, pojezierza Mazurskiego. Mazurien – stara nazwa ostatniego tysiąclecia, choć wypływająca w ówczesnych czasach jeszcze z wcześniejszych czasów (od Ma, jak, ma-ja ma-ma itp.). Gdy spojrzy się na Mazury z perspektywy tysiącleci było tu jeszcze więcej wody, rzek i jezior, które kształtowały się do obecnego stanu. Gdy spojrzysz jeszcze wcześniej przed lodowiec, też były tu lasy i jeziora, tyle że inaczej.
    Moja rola, uśpionej a teraz przebudzonej jest nadać nowy rytm, współtworzyć wizję Ojca na tych terenach poprzez oczyszczanie, uaktywnienie niektórych też uśpionych kanałów energetycznych, no i oczywiście tworzenie Nowej Ziemi, nowej przyrody, nowej fauny. Helena zobaczyła mnie w białej sukni z wieloma wirami (czyli zadaniami, pracami). Biały to czystość, jak też Światło Ojca. Jestem Żeńskim Aspektem Jego tworzenia Tu i Teraz. Aby przebudzić się potrzebny był impuls, który dokonał się w Garbaczu, jak i Wasza obecność tutaj (Żeński Pierwiastek Nowej Ziemi). W czerwcu oczyszczaliście bardzo intensywnie te tereny, uwalnialiście kody wojny, obciążenia nowo- i starożytne, nawet prehistoryczne. Nadaliście nową jakość duchowo-energetyczną tej Ziemi (szałas potów z 7 promieniami). Jam Jest tym siódmym promieniem, Jam Dusza Tej Ziemi rozpoczęłam nowe życie, nowe tworzenie. Ta kraina piękna z natury, na nizinnych terenach jest swego rodzaju ewenementem w kraju, Europie, a nawet na całej planecie, co potwierdza na płaszczyźnie fizycznej ostatnie przygotowania (eliminacje) pod wybory nowego układu cudów natury na Ziemi. Wszystko pięknie się synchronizuje, będzie tu przybywać coraz więcej ludzi, aby poprzez zabawę, urlop otwierać się na związek pomiędzy człowiekiem a Ziemią, naturą, wodą. Ona - Woda, czyścicielka i żywicielka wielka jest moim ciałem, które wymaga uzdrowienia i ożywienia, nowych wibracji i nowej emanacji. Wyście w tym pomogli, jestem wdzięczna, kocham i błogosławię z głębi mojej istoty, czystego serca i ducha.
   Dokonało się, rozpoczęło się, do dzieła. Teraz czas realizacji i pracy na wszystkich poziomach. Jeszcze dużo dokona się podczas tych kilku najbliższych dni, aby wzrosła moc tej Ziemi, aby promieniować jak najpiękniejszymi i pełnymi barwami, tonacjami, wibracjami Nowej Ziemi.
Duch Tej Ziemi, odrodzony i szczęśliwy, Love, Love, Love …

**************************

   Będąc na Mazurach, chciałem pokazać córkom m.in. „Wilczy Szaniec”, do którego nie pojechaliśmy będąc tu grupowo w czerwcu. Wtedy nie mieliśmy jechać, teraz usłyszałem, że ma to być w sobotę, w przeddzień powrotu do domu. Czułem, że jest to związane w jakiś sposób z idącymi cały czas pracami energetycznymi. Przebudzenie Białej Damy, żeglowanie po jeziorach, udział w spływie kajakowym po Wręgołapie rozciągało pole, nasączało tą ziemię coraz bardziej Światłem. Nauczyciele nie tłumaczyli mi czemu akurat w sobotę (zresztą często tego nie robią, bo my mamy zawierzyć, a nie wiedzieć do przodu), ale gdy w ten dzień zbierało się na deszcz, wiedziałem już miej więcej, o co chodzi – naturalne oczyszczenie, błogosławieństwo. Gdy dojeżdżaliśmy do „Wilczego Szańca”, słynnej siedziby Hitlera w latach 1941-1944 (fizycznie spędził tu trzy z tych czterech lat) deszcz zaczął padać. Z czasem tak lało, że nie szło wysiąść z samochodu. Pojechaliśmy przeczekać deszcz do Kętrzyna i po jakiejś godzinie wróciliśmy do „Wilczego Szańca”. Ciągle padało, ale usłyszałem, że mamy iść i już nie czekać. Po chwili już tylko mżyło, aby w połowie zwiedzania przestać całkowicie padać. Cały czas płynęło Światło, które bardziej rozświetlało jak oczyszczało, bo teren był już dość dobrze zrównoważony energetycznie, poza oczywiście powracającymi myślokształtami, smutkiem, nostalgią i innymi bolesnymi uczuciami, myślami zwiedzających i pokrzywdzonych przez II wojnę. Takie miejsca zawsze przyciągają podobne wibracje i warto je rozświetlać. Potem pojechaliśmy do Giżycka i wróciliśmy do Węgorzewa objeżdżając w ten sposób jezioro Mamry wokół. Minęliśmy w ten sposób kilka ważnych siedzib byłych władz III Rzeszy m.in.: szefa kancelarii Rzeszy, Dowództwa Wojsk Lotniczych, Ministra spraw zagranicznych, dowódcy SS i policji. Nie planowaliśmy tego, ale poddaliśmy się prowadzeniu i nieświadomie wykonaliśmy energetycznie ruch lewoskrętny, a wiadomo, że ma on znaczenie oczyszczające. Jak zwykle Nauczyciele wszystko przemyśleli, podpowiedzieli, a myśmy to po prostu wykonali, utwierdzając się przy okazji w zawierzeniu Miłości.
   Czujemy głęboką wdzięcznością do wszystkich tych, którzy brali udział czy to fizycznie, czy też duchowo w którymkolwiek z letnich zlotów, z takim zapałem i wiarą wspólnie medytowali, pocili się w szałasach potów dla dobra Ziemi, ludzkości, Kosmosu. Wyrażamy swoje uznanie i radość, że mogliśmy w tym wszystkim wspólnie uczestniczyć, współtworząc Nową Ziemię, podnosząc swoją świadomość, doskonaląc swoje przejawienie dla nas wszystkich. 

Z miłością, 
Mariusz i Helena

 

 

                            

Udostępnij

Dodaj komentarz

capcha