Ta strona internetowa wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies wyrażasz zgodę na ich używanie i umieszczanie na Twoim urządzeniu końcowym.X

CUDOWNY UZDRAWIAJĄCY
ZNAK NOWYCH CZASóW

opis, przykłady działania

"Wzrastanie Boga w Człowieku" - Mariusz Brzoskowski - 25.02.2016

MENU
NEWSLETTER

Wpisz adres e-mail aby się zapisać lub wypisać:

TERAZ ZBIERAMY NA STUDIO KOMPUTEROWE - budowę pomieszczeń, zakup sprzętu

O Od 2009 roku Fundacja „Świadomość Ziemi” wspiera sierociniec “Loving hearts helping hands” („Kochające serca, pomocne ręce”) w Ugandzie, który opiekuje się 170 bezdomnymi, osieroconymi dziećmi. Na stale sponsorujemy 7 dzieci (w 100% pokrywamy koszt ich utrzymania, edukacji i wyżywienia). Gorąco zachęcamy do przekazania kilku, kilkudziesieciu złotych na ten cel. W Ugandzie 10 zł wystarcza na dzienne wyżywienie, edukację i zapewnienie dachu nad głową jednemu dziecku. Wpłaty na konto Fundacji „Świadomość Ziemi” z dopiskiem– „Na dzień dziecka – dzieciom Ugandy”.Nr konta: 34 1090 1102 0000 0001 0346 6287.  

więcej o naszej pomocy tutaj 

Dołącz do nas na Facebooku!
Lokalizacja - kontakt

Fundacja "Świadomosć Ziemi"
53-009 Wrocław ul. Ożynowa 23
link do jak dojechać 

UWAGA: godziny pracy biura 
są ruchome! Zadzwoń i sprawdź:
509-905-498

Deklaracja Wolności

Deklaracja Wolności została zainspirowana 27 marca 2013r. przez Mistrza Saint Germain (za pośrednictwem naszej znajomej o duchowym imieniu Arameya), który składa w nasze ręce projekt możliwy do zrealizowania w Nowej Złotej Erze Ziemi. Deklaracja Wolności jest jedną z trzech części Manifestu Duchowego, który wraz z Inwokacją i Programem tworzą całość dokumentu, mającego zainspirować Ludzi Nowej Ery do działania, poprzez wprowadzanie w czyn światłych idei, przekazanych przez Wzniesionych Mistrzów i Istoty Światła Miłości. 

Link do Deklaracji Wolności 

STATYSTYKI

Od 04-2006 odwiedziło nas:
4 537 454 gości.

 

Aktualnie na stronie przebywa
3 gość/-ci.

Takie było otwarcie Fundacji we Wrocławiu

Przejdź do galerii

A taka 52 Medytacja Miłości we Wrocławiu

Przejdź do galerii

Opis Sylwestra w Ślesinie 2009

MEDYTACYJNY ZLOT SYLWESTROWY W ŚLESINIE KOŁO KONINA
27.12.2009 – 3.01.2010

   Zeszłoroczny zlot sylwestrowy (w Horyńcu - opis, zdjęcia) sprawił, że mieliśmy nie lada zadanie do wykonania. W Horyńcu było wspaniale, rodzinnie, wesoło, zabawa sylwestrowa była super, a medytacje bardzo mocne i pozostające w pamięci. Gdy rozmawialiśmy między sobą, to mimochodem wypływało „no to mamy niezłą poprzeczkę, ciekawe jak będzie w tym roku”.

    Wiedzieliśmy z przekazu, że sylwestra spędzimy w Wielkopolsce, ale dokładne miejsce nie było nam podane. Trzeba było je znaleźć. Po jakimś czasie trafiłem na ośrodek w Ślesinie, nad jeziorem, w lasach, niedaleko miasta, z przystępnymi cenami i elastycznym podejściem do klienta (dla nas to ważne, bo część osób mogła przyjechać tylko na kilka dni, na samego sylwestra, bez konieczności wykupu zabawy sylwestrowej, jak też uzgodnić wegetariańskie menu i inne szczegóły organizacyjne). Gdy jeszcze zobaczyłem, że jest to zaledwie kilka kilometrów od Lichenia, to wiedziałem, że to jest to.

    Gdy przyjechaliśmy, to ośrodek okazał się ładniejszy jak na zdjęciach w Internecie, pokoje były ciepłe, jedzenie smaczne, obsługa sympatyczna, okolica mocno zalesiona z długim jeziorem w dole przykryta białym puchem. Od razu lżej się oddychało i było wiadome, że uda nam się tam nie tylko popracować, pobawić, ale i odpocząć. I taka atmosfera panowała przez cały okres naszego zlotu.

   Dla nas podczas takich wyjazdów życie toczy się od medytacji do medytacji, bo one narzucają w dużej mierze ducha zlotu, wskazują kierunek naszego spotkania, prac, jakie mamy razem wykonać i jakie ma przejść każdy z osobna. Ta forma spotkań to jeden wielki duchowy kurs, świadoma praca ratownika Ziemi, doskonalenie umiejętności operatora Światła, rozwijanie Miłości w sobie dla nas wszystkich.

   Na kilak godzin przed pierwszą wieczorną medytacją Helena chodząc między domkami i drzewami, grając na szamańskim bębnie, przywitała w naszym imieniu te miejsce, tą ziemię, przywołała duchy Natury, zaprosiła Święte Żywioły i Duchowych Przewodników Miłości, aby towarzyszyły, wspierały i prowadziły nas w czasie tego pobytu. Dźwięk bębna oznajmiał, witał, rozchodził się po okolicy. Odzew był tak mocny, że śmiało można powiedzieć, że była to nasza pierwsza medytacja.

   Wieczorem spotkaliśmy się w niedużym bungalowie z dwoma salami i toaletą, który mieliśmy do naszej wyłącznej dyspozycji. Dla naszej pulsującej ilościowo grupy (pomiędzy trzydzieści a czterdzieści osób) było to w sam raz. W większej sali medytowaliśmy, a w mniejszej Helena robiła zabiegi i masaże. Tam też odbyła się zabawa sylwestrowa.

   Pierwsza grupowa medytacja od razu wyprowadziła nas na szerokie wody, dosłownie i w przenośni. Pracowaliśmy głównie z energetycznymi strukturami wody tego regionu, całej Wielkopolski. Zaskoczył nas rzadki widok i sytuacja, gdzie duch i energia wody był aż tak stłamszone, wręcz przyduszone, przygniecione, zniewolone. W trakcie medytacji naraz przypomniałem sobie naraz artykuł, który czytałem kilka lat temu na temat katastrofalnej sytuacji wodnej w Wielkopolskiej (dosłownie w ułamku sekundy cała treść wyświetliła się we mnie), który mówił o tym, że ambicją władz wojewódzkich przed i po wojnie było m.in. intensywne osuszenie łąk, pastwisk, lasów, aby pozyskać jak najwięcej terenów pod rolnictwo. Działania w tym względzie były tak nieprzemyślane, że doprowadziło to z czasem nawet do samoistnego zanikania oczek, a nawet jezior w Wielkopolsce. Łącznie po II-gie wojnie zniknęło tam prawie 2000 różnego rodzaju zbiorników wodnych, obniżyły się wody gruntowe, powysychały niektóre źródła. Wielkopolska stoi w obliczu klęski braku wody pitnej za jakieś 20 lat, o ile ten trend utrzyma się. Będzie jedynym rejonem kraju, gdzie trzeba będzie dowozić wodę, a Polska leży w względnie bezpiecznej strefie, jeżeli chodzi o dostępność wody pitnej w przyszłości. Już teraz pisze i mówi się coraz otwarciej o mającej nastąpić niedługo migracji ludów za pitną wodą. Te zjawisko występuje już np. w Somalii, Mali, Czadzie, Etiopii, Bangladeszu. Może nawet dojść do konfliktów państwowych w tym względzie. Chiny grodzą tamami Mekong, odcinając od wody Wietnam, Laos, Kambodżę i Tajlandię. Indie obawiając się „wodnych” uchodźców z Bangladeszu budują nowy mur chiński – płot o długości 4 tys. kilometrów. W Afryce bogate korporacje, obce rządy wykupują tereny, na których znajduje się pitna woda, jej podziemne źródła.

   Sprawa jest poważna, widzimy też to po naszych pracach. Od początku naszej aktywności duchowo-energetycznej, działalności jako Ratowników Ziemi, świadomych Operatorów Światła, nieustannie pracujemy z wodą, wszelkimi jej postaciami. Nasz ostatni wyjazd do Afryki był skierowany w tereny gdzie znajduje się około 50 % zasobów wody pitnej tego kontynentu! Na miejscu w Ślesinie okazało się, że jest to ważny szlak wodny Wielkopolski, gdzie jeziora połączone są kanałami, jak i podwodnymi rzekami. Problem w tym, że ludzie świadomie unicestwiali tam żywioł wody, jakby nie byli świadomi jego życiodajnego przeznaczenia. Również ziemia wielkopolska jest mocno wyeksploatowana, zanieczyszczona intensywną gospodarką rolną i przemysłem. I to nie tylko ostatnich lat, bo te tereny żywiły ludzi od tysięcy lat.

   W tym względzie naszą rolą było m.in.: uwolnienie i wzmocnienie ducha wody, wzmocnienie energetyczne żywiołu wody, oczyszczenie i ożywianie struktur wodnych i podwodnych.

   W następnych dniach medytowaliśmy grupowo rano i wieczorem, po kilka godzin dziennie, aby jak najbardziej zasilić tą część Polski, Ziemię i Kosmos Światłem i Miłością. Mieliśmy prace w terenie, nad jeziorem, na pomoście, z bębnami i kamertonami anielskimi. Działo się dużo. Przez cały okres pobytu w Ślesinie przewinęła się cała paleta różnorodnych prac na rzecz ekosystemu wodnego, i całej Natury.

   W środę 30 grudnia pojechaliśmy dziewięcioma samochodami do Lichenia. Dla większości z nas, także dla Heleny i mnie była to pierwsza wizyta w sanktuarium Maryjnym w Licheniu. Nie znaliśmy historii tego miejsca, znaczenia i wszystko, co napiszę poniżej dowiedziałem się w trakcie zwiedzania, jak też po zapoznaniu się z książeczką ks. Makulskiego („Dzieje sanktuarium w Licheniu – historia objawień Matki Bożej), która trafiła w moje ręce w dzień pisania tego tekstu (10.02.2010). Wiedziałem, że zawiera on pewne nieścisłości, nawet żałowałem, że nie kupiłem w sklepiku jakiejś książeczki o cudownych objawieniach. Pomyślałem, że muszę sprawdzić niektóre fakty w Internecie. Po wieczornej medytacji, Grażyna rozmawiając z Heleną opowiadała coś o wspaniałym działaniu Maryi, książeczki z opisami jej cudów, że zostawi jedną w naszej fundacyjnej biblioteczce. Byłem zajęty pracą przy komputerze, ale jakoś wychwyciłem tą rozmowę i poprosiłem Grażynę o pokazanie mi tej książeczki. Gdy wziąłem ją do rąk, to od razu się uśmiechnąłem – była dokładnie o tym, czego chciałem poszukać. Grażyna dodała od siebie, że tuż przed wyjściem na medytacje przyszedł do niej wyraźny impuls – „weź książkę o objawieniach”.

        

   Od początku wiedzieliśmy, że mamy tam się udać nie tylko sami, a z wszystkimi chętnymi z naszej grupy, choć nasza Maria-Maja dotarła tam już w pierwszy dzień i to w dodatku pieszo, a z ośrodka do bazyliki jest dziewięć kilometrów w jedną stronę – brawo! W przeddzień wyjazdu zamówiliśmy przewodniczkę, z którą umówiliśmy się pod bazyliką. Nauczyciele przekazali nam, że mamy pojechać jednak trochę wcześniej, aniżeli byliśmy umówieni. Czuliśmy, że szykuje się jakaś praca, medytacja zanim zaczniemy zwiedzanie. Gdy wjeżdżaliśmy na parking, to usłyszałem – „jedźcie do lasku, w miejsce objawień” i od razu spłynął po mnie ciepły strumień Energii i zrozumienia. 

   Same objawienia miały miejsce 160 lat temu (1850 i później) w leśnej gęstwinie pod wsią Grąblin odległej o jakieś trzy-cztery kilometry od obecnej bazyliki w Licheniu. Gdy tam dojechaliśmy to wyczuwalna była piękna uzdrawiająca energetyka miejsca. To tutaj ukazywała się wielokrotnie Maryja miejscowemu pasterzowi Mikołajowi, który modlił się pod wiszącym na jednej z sosen malutkim obrazie Maryi z Białym Orłem przy piersi (z samym obrazem, jego znalezieniem i dotarciem do tego miejsca związana jest też bardzo ciekawa historia i wcześniejsze objawienia). Jej przesłania mówiły m.in. o zbliżającej się epidemii, o tym, że ludzie grzeszą, że trzeba się modlić i zmienić na lepsze, że Maryja pomoże. Miejscowa ludność i ksiądz przyjęła wieści o objawieniach bardzo sceptycznie, z niedowierzaniem, nawet wyśmianiem, a ówczesne świeckie władze zaborcze więziły i torturowały Mikołaja, chcą wymusić na nim wyparcie się niewygodnych dla nich wizji. Nie udało im się to, więc uznano go za niepoczytalnego. Gdy jednak epidemia cholery zaczęła siać spustoszenie, ludzie przypomnieli sobie objawienia i zaczęli przybywać pod drzewo z ikoną. Szybko pojawiły się cudowne uzdrowienia, obraz z portretem Maryi stał się przedmiotem wielkiego kultu. Z czasem przybyła komisja biskupia, która zdecydowała o przeniesieniu obrazu do kościoła w Licheniu. Z tego tytułu doszło do konfliktu pomiędzy Mikołajem a miejscowym proboszczem, bo pasterz twierdził, że świątynia zgodnie z objawieniami miała stanąć w lesie Grąblińskim, a nie w odległym Licheniu.

   Od znajdujących się na płaszczu Maryjnym symbolach Męki Pańskiej i pełnym zadumy Jej spojrzeniu na trzymanego przez Nią Białego Orła w koronie nazwaną ją Bolesną Królową Polski. Oblicze Maryi na tej ikonie jest identyczne jak na cudownie powstałym obrazie na płaszczu Indianina Jana Diego z Gwadelupy z Meksyku.

   Obecnie lasek otoczony jest murowanym ogrodzeniem, a zaraz przy wejściu znajduje się mała kapliczka z kamieniem pośrodku, na którym znajdują się symboliczne odciski stóp Maryi, które zostawiła przy objawieniu. Nie zachowały się one, więc zrobiono kamień-pomnik. Z czasem pojawiły się i przy nim cudowne uzdrowienia. Pobyliśmy tam tylko chwilę, bo duch tego miejsca zaprosił nas w głąb lasku, w którym znajdują się również fundamenty pierwotnej świątyni Maryjnej (najprawdopodobniej miejsce wskazał pasterz Mikołaj). Budowę przerwał ówczesny ks. biskup, a nieposłusznym zagroził karami kościelnymi i klątwami! W dzień przeniesienia obrazu (29.09.1852) nad miejscem objawień przez prawie dwie godziny unosiła się nieziemska światłość, a ksiądz, który zdejmował obraz z sosny aż trzy razy był oślepiony tak mocną jasnością bijącą z obrazu, że nie mógł go zdjąć i musiał odchodzić od niego. Dopiero za czwartym podejściem mu się udało. Samo przeniesienie obrazu odbywało się w asyście 200 żandarmów, bo wzburzenie części wiernych związane z przeniesieniem cudownego obrazu było bardzo duże.

   W lasku odbyliśmy prawie półgodzinną medytację na stojąco. Spłynęło wiele Światła, wzmacniana była energetyka uzdrowień, radości, otwierano kolejne kanały łaski. Byliśmy bardzo wzruszeni i radośni po tej pracy, nie czuliśmy prawie mrozu, bo było nam gorąco i błogo od przepływów Światła Miłości.

   Droga z parkingu do nowej bazyliki usiana jest wieloma kamieniami po bokach, kwietnikami. Musi być tu bardzo ładnie latem, choć i w śnieżnej scenerii było ciekawie. Przewodniczka tak ustaliła trasę, że pod główny ołtarz dotarliśmy kilka minut przed dwunastą w południe, kiedy to cudowny obraz jest odsłaniany.

   Mała obraz, wielki kościół. Jego budowa, architektura budziła i nadal budzi wiele entuzjastycznych, jak i krytycznych uwag, co do wielkości (największa w Polsce, jedenasta na świecie), umiejscowienia, jej patriotyczno-religijnego charakteru, co uwidaczniają np. ułańskie ławki, miecze rozstawione wokół ołtarza.

   Cudowny obraz Maryi i związane z tym wydarzenia, cały czas pojawiające się uzdrowienia przyciąga do Lichenia i Grąblina ponad milion pielgrzymów rocznie. Przyciągnęło również i nas, czego nie żałowaliśmy, wręcz odwrotnie – wracaliśmy szczęśliwi, radośni, uniesieni. Warto odwiedzać święte miejsca, a takim na pewno jest lasek Grąblińskim.

   Wieczorne spotkanie mieliśmy później jak zwykle, bo dołączyliśmy się do medytacji organizowanej przez „Nieznany Świat” o temacie „Szczęście”. Tak naprawdę tą medytację rozpoczęliśmy dużo wcześniej, już od pierwszego wieczoru, podczas którego zapaliliśmy jedną ze świec z intencją SZCZĘ˜ŚCIA wiedząc, że będziemy medytować 30 grudnia o podanej porze. Któż nie chciałby być szczęśliwy tu i teraz? Hasło przypadło do gustu wszystkim zebranym, więc zapalaliśmy tą świecę każdego dnia do końca naszego zlotu, a nawet jeszcze dłużej, podczas medytacji w Warszawie, aż do jej całkowitego wypalenia się. Ze względów bezpieczeństwa gasiliśmy świece po medytacjach, na noc, aby następnego ranka znowu ją zapalać. Miało to dla mnie symboliczne przesłanie – codzienność, noc, ciemność tłumi, przygasza szczęście, które jest stanem zarówno duchowym jak i świadomy, o które trzeba samemu zabiegać, nieustannie rozpalać na nowo, wykazując w ten sposób, że chce się być szczęśliwy. Wiele osób pragnie być szczęśliwymi, ale wręcz boi się rozpalić to szczęście w sobie. Tak boi się zranienia, utraty szczęścia, że świadomie z niego rezygnuje. Obawiamy się też trochę szczęścia, ponieważ w szczęściu jest trochę „szaleństwa”, czegoś niezrozumiałego, poza nami, czegoś, co wypływa z duszy, a nie z analitycznego umysłu. Człowiek szczęśliwy jest nieprzewidywalny, nie martwi się o jutro, po prostu JEST. Człowiek szczęśliwy jest dobry, pełen miłości, kieruje się sercem a nie umysłem, a to oznacza rozpuszczenie ego, honorowanie szczęścia innych, akceptowanie życia takim, jakim jest. Szczęście staje się przez to czymś tak abstrakcyjnym, odległym, wymagającym, jest stanem tak rzadkim, że aż nierzeczywistym, niemożliwym do świadomego osiągnięcia. Uważamy, że jeżeli już, to szczęście przychodzi do nas samo, więc po co o nie dbać, kiedy i tak odejdzie, kiedy zechce. Nie podejmujemy wysiłku, aby go szukać, aby dbać o swoje szczęście, rozwijać szczęście wewnętrzne, bo tylko wtedy jesteśmy szczęśliwi w całości, całym sobą. W ten sposób ustawiamy się na pozycji straconej, jakby to tylko od losu zależało, czy będziemy szczęśliwi czy nie. Pozostajemy na poziomi olśnień, przebłysków szczęścia. A przecież oświecenie jest wtedy, gdy jesteśmy szczęśliwi, radośni, kochający, dzielimy się swoim stanem. Oświecenia się poszukuje, ale ono samo do nas przychodzi wtedy, kiedy jesteśmy na nie gotowi. Tak samo jest z szczęściem – trzeba go poszukiwać, aby pozwolić mu kiedyś do nas przyjść i w nas zaistnieć.

   Rozpalając każdego ranka świece dołączaliśmy w ten sposób intencję szczęścia do każdej naszej medytacji, a dotyczyły one tego regionu, ludzi, zwierząt, flory i fauny, istot biologicznych, eterycznych i duchowych, Ziemi i Kosmosu. Nadaliśmy w ten sposób mentalną prośbę, duchową wolę roznoszenia szczęścia, bycia szczęśliwymi dla dobra nas wszystkich.

   Z taką też intencją zasiedliśmy do Wielkiej Medytacji Czytelników „Nieznanego Świata” w środowy wieczór. Towarzyszył temu miły gwar rozmów, wzajemnego obcowania. O 22-giej ucichliśmy i oddaliśmy medytację „w ręce” Przewodników Duchowych, Wyższego Ja. Na samym początku spłynęło dużo Światła, a wraz z nim pytania: „Czy chcesz być szczęśliwy? Czy masz odwagę być szczęśliwym? Czy chcesz dzielić się swoim szczęściem?” W medytacji takie pytania trzeba przyjąć głęboko w siebie, poczuć je całym sobą, pozwolić sobie na wewnętrzną prawdę. Po to też medytujemy – aby odkryć prawdę, nie czyjąś prawdę, a swoją prawdę. Są to bardzo wysokie poziomy wewnętrznej szczerości przed samym sobą, swoim ciałem, umysłem i duszą. Gdy akceptujemy wewnętrzną odpowiedź, odczucie, nasz aktualny stan, jakakolwiek by on nie był, to możemy dzięki temu zyskać pomoc Wyższej Świadomości, samego Boga w rozpuszczeniu blokad, przemienieniu słabości i niedoskonałości w Światło. I to się działo się w każdym z nas, w ciszy, w wewnętrznej przestrzeni istnienia Boskie Światło Miłości rozpuszczało to, co przeszkadzało nam być szczęśliwymi, ograniczało nas w przyjęciu szczęścia, hamowało przejawianie szczęścia. Było bardzo dużo Światła, ono rozlało się po Ziemi, było dla wszystkich. Gdy proces oczyszczania, uwalniania, wzmacniania się skończył, to pojawiły się Duchowe Istoty Szczęśliwości, które wpłynęły w przestrzenie naszych serc. Istoty Szczęśliwości były niezwykle świetliste i diamentowo czyste. Ich wpłyniecie wprowadziło nas w stan szczęśliwej błogości, która zaczęła rozlewać się po Ziemi. One zeszły, aby przekazać Światło Szczęścia, Mądrość i Moc do bycia szczęśliwym, do wspólnego bycia szczęśliwymi. Wiedzieliśmy, czuliśmy całym sobą, że Istoty Szczęścia zeszły z wyższych wymiarów dla nas, a nie do nas. Wszechświat, Stworzenie, Kosmiczna Świadomość, Bóg zsyła szczęście wszystkim, tak jak słońce światło. Ono jest dla wszystkich, a nie dla wybranych. Taka jest Miłość, a kto kocha, ten jest szczęśliwy.

   Po medytacji, gdy dzieliliśmy się naszymi odczuciami, wizjami, przekazami, to dominowały słowa, określenia – byłem szczęśliwy, poczułem szczęście, czułem się naprawdę szczęśliwym, szczęście rozlewało się nie tylko we mnie i po całej Ziemi. Widzieliśmy i czuliśmy też zasiewanie i wzmacnianie świadomości szczęścia w strukturach i przestrzeniach Ziemi, w zborowej świadomości ludzkości, aby łatwiej było nam wszystkim być szczęśliwymi.

   Nowy Rok przywitaliśmy już w południe 31 grudnia. Podczas medytacji zgłosił się do nas Duch Roku 2010, który wszedł w kontakt energetyczny z nami, aby razem z Nauczycielami rozciągać pole zadań i wskazówek po Ziemi. Zapoznawaliśmy się przy okazji z energetycznym zapisem roku 2010. Towarzyszyły temu też przesłania indywidualne. Ziemia z radością witała Nowy Rok, bo każdy kolejny przybliża nas do Nowej Ziemi. Przekazywaliśmy sobie wzajemnie miłość, duża wdzięczność rozlała się w naszych sercach i polach.

   Tego dnia Lila podzieliła się swoim osobistym doświadczeniem z przejścia na dietę praniczną (zrezygnowanie z przyjmowania posiłków ziemskich, i przeszła na odżywianie się energią kosmiczną). Opowiedziała o swoich przygotowaniach, o dojrzewaniu do tej decyzji. Rzadko spotyka się ludzi, którzy tak się odżywiają, więc słuchaliśmy z zaciekawieniem. Temat jest frapujący, wiele osób chciałoby odżywiać się pranicznie, ale nie odważa się. Jest wiele za, zdecydowanie więcej korzyści z odżywianiu się praną, Światłem, jak przeciw, ale te przeciw to bardzo mocne, twarde argumenty – fizjologia, zmysły, przyzwyczajenia, wspólne biesiadowanie. Lila radziła sobie z tym dzielnie – chodziła z nami na stołówkę, i ze szklanką wody czy soku jadła razem z nami. Gdy piszę ten tekst jest już końcówka pierwszej dekady lutego, a Lila nadal odżywia się praną i ma się bardzo dobrze. Brawo i wyrazy uznania za przykład i zasilanie pola ziemskiej świadomości impulsami diety pranicznej.

    

   Zabawę sylwestrową zrobiliśmy sobie sami, w naszym bungalowie. Ośrodek miał wysprzedane wszystkie miejsca na zabawę przy orkiestrze, więc bawiliśmy się głównie przy płycie Stasia, który na jednym CD zebrał prawie 200 przebojów. O wpół do dwunastej Nauczyciele zarządzili medytację, podczas której pożegnaliśmy rok 2009, Ziemia uwalniała jak balasty niezrealizowane sprawy, te już niepotrzebne, nieaktualne. Przez Ule przeszło piękne przesłanie Jezusa dla nas wszystkich, jego energetyka wznosiła nas i rozpuszczała w Miłości. Najwytrwalsi tańczyli do prawie czwartej rano.

   Pierwsza medytacja pierwszego dnia roku rozpoczęła się od poczucia przyjaźni ze swoją duszą, stopienia się z nią, aby poprzez nią być w Duchu, w Źródle, rozlewać się w Świetle Duchowym, nasączać się Miłością, dla naszego rozwoju i rozwoju Wszechświata. Światło wprowadziło nas w strefę bezczasową. Mogliśmy doświadczać Bycia. Uczyliśmy się wyciszać, czuć wewnętrzną Boskość, Jedność, Pracowaliśmy też z osobistymi zegarami, ich synchronizacją, spłynęły dary i indywidualne wskazówki, przekazy.

   W Nowo Roczny wieczór pracowaliśmy z Duchem Wielkopolski, Duchem Mądrości, Wielkim Boskim Przewodnikiem, Matką Boską Równikową, nowymi duchowymi Stróżami i Aniołami. Było też dużo śmiechu i tańce.

   Przedostatniego dnia zlotu po porannej medytacji poszliśmy nad jezioro, aby dokonać ceremonię wody - wlania Wód Kontynentów do wód Wielkopolskich. Na ten zlot mieliśmy zabrać właśnie te wody, zebrane z sześciu kontynentów, w tym niektóre z źródeł Maryjnych. Bębnem przywołaliśmy duchy tych wód i miejsc, duchy kontynentów, zaprosiliśmy Święte Żywioły i Duchowe Istoty Miłości, aby pomogli nam i uczestniczyli z nami w błogosławieniu i uświecania wód Wielkopolski, przekazywaniu im informacji i mocy uzdrowienia zawartej w Wodzie Kontynentów, aby pomogły jednoczyć kontynenty, i dokonać wszystko to, co jest niezbędne do zaistnienia Nowej Ziemi. Pobłogosławiliśmy tą wodą Ziemię, aby była uzdrawiana, jednoczona, miłowana i święta. Przed wlaniem Wód Kontynentów do jeziora, każdy z uczestników z serca ją błogosławił. Następnie symbolicznie rozlaliśmy ją w czterech kierunkach, stronach świata. Energetyka tego wydarzenia była bardzo duża, co też wychwycił Stasiu na zdjęciach – tam gdzie woda jest wlewana do jeziora zamanifestowało się wiele kul energetycznych, a na innych ujęciach ich nie ma, tak jakby specjalnie chciano pokazać znaczenie tego aktu. Była to piękna, spontaniczna ceremonia.

      

   Zlot kończyliśmy ranną medytacją, w której brały udział m.in. Aniołowie, Święte Żywioły, Boskie Ciało Wielowymiarowej Miłości. Podzieliśmy się jeszcze naszymi ostatnimi doświadczeniami i radośnie się pożegnaliśmy, wiedząc, że większość z nas spotka się na styczniowej, XXVII już Medytacji Miłości.

   Ten świat, tą Ziemię możemy zmienić, gdy my sami będziemy się zmieniać, przeistaczać się w coraz bardziej świadome byty Światła i Miłości. W tym procesie niezwykle skutecznie pomaga duchowa medytacja, zawierzenie siebie duszy i nas wszystkich Źródłu, Stwórcy, Bogu, Miłości.

Z Miłością i Światłem,
                      Mariusz Brzoskowski

Kliknij tutaj aby oglądnąć wszystkie zdjęcia z tego zlotu sylwestrowego.  

MAINTREJA O CEREMONII WODY 

Przekaz otrzymał Mariusz Brzoskowski, dn. 15.01.2010r. godz. 1.00

   Tak jak słyszałeś, nie musicie jechać do Ekwadoru na ceremonię wody (odbywa się taka w czerwcu 2010 roku podczas przesilenia, zjedzie się tam dużo szamanów z wielu krajów). Wy już ją zrobiliście w Ślesinie. Połączyliście wody kontynentów (możesz o tym napisać), uświęciliście Ziemię i siebie tą wodą, zaprosiliście Duchy Kontynentów, Ducha Wody i miejsc, z których została zebrana, aby działały na rzecz jednoczenia kontynentów – Ziemi, jednoczenia ludzi z Naturą i Duchem, sprawę zawierzyliście sile wyższej, mocy Świętych Żywiołów, 5 elementom, Niebu i samemu Źródłu poprzez Serce Galaktyki i Centralne Wszechgalaktyczne Słońce.

   Był to bardzo mocny, głęboki i pełen empatii i kosmicznej Świadomości akt twórczy, ceremonia mocy i mądrości. Duchowa, a więc wielopoziomowa, wielowymiarowa praca na rzecz uświęcenia, uzdrowienia i wyniesienia Wód w Wielkopolsce, Polsce, Europie i na całej Ziemi, jak też wód, wody w Kosmosie. Łączyliście świadomie, bezinteresownie, czysto, z poświęceniem (na mrozie, w chłodzie). Tak kochani trzymać, tak pracujcie i rozwijajcie się dalej. Dla wszystkich, dla Żywicielki, wielkiej kosmicznej Uzdrowicielki – Ziemi. Na niej i dzięki niej dokonują się rzeczy wielkie, wspaniałe, niezwykłe. To tu, na Ziemi miliony, miliardy ludzi i stworzeń ma szansę i możliwość dokonać niebywałego skoku rozwoju świadomości i przekształcenia swojej istoty w szlachetne i wspaniałe ciało kosmiczne, pełne empatii, mądrości, szlachetności, będące w stałym i bezpośrednim kontakcie z esencjonalnym wnętrzem samego siebie, a poprzez nie z praźródłem Wszechistnienia – Czystym Światłem Miłości.

   Pomagacie, uczestniczycie w tym procesie, w tym niezwykłym akcie, momencie Kosmicznej Transformacji i przeistoczenia się wszystkiego, co żyje w żywą manifestację najwyższych oktaw boskich przejawień. Jesteście Nią-Nim. Stajecie się żywym przykładem, nawet dla siebie samych, przejawiania duszy w ciele. Ona, piękna, zrodzona z Łona Wszechświata, łączy Ducha z Materią, napawa Świat dobrocią, wznosi upadłych, zrezygnowanych. Nie ma złych dusz, są tylko fałszywe manifestacje ego, które pogubiło się, zamiast wspomagać i rozwijać dar życia. Dlatego tak ważne jest pracować na rzecz uwolnienia, oczyszczenia ducha, aby mógł on rozkwitnąć i rozwinąć kosmiczne skrzydła w jedności z Bogiem, Wszechświatem, swoim ciałem i umysłem. Dusza łączy te światy, urzeczywistnia je, nadaje im transcendentalny wymiar, czyni życie wiecznym i radosnym, twórczym aktem istnienia. Bez Niej, bez jej Ojca-Matki nie byłoby Nas, nie doświadczalibyśmy świadomości wszechżycia i wszechistnienia, nie uczestniczylibyśmy w tym wszystkim, po prostu nie byłoby nas, takich jakimi jesteśmy, a tym bardziej takich jakimi możemy być. Dusza umożliwia nam to, czego nie da nam materia, atomy, neurony, itd. Dusza to najwrażliwsza część każdego z nas. Dusza to dar Boży, jego mikroskopijna część w nas, Boskie Nasienie, Esencja Życia. Dusza to nasz wszechświat, to nasze życie. Jej powinniśmy śpiewać pieśni chwalebne, dziękczynne, wdzięczne, że nas współtworzy, że wybrała nasze ciało na swoje wcielenie. Gdy pokochamy swoją duszę, to tak jakbyśmy pokochali Boga, cały świat. Kto kocha, miłuje, szanuje ducha, ten wznosi się na spirali rozwoju po linii prostej, pionowej ku Źródłu, aby już razem z Nim w pełnej symbiozie kreować nie tylko swoje życie, a istnienie Wszechświata.

   Dusza ma tak ogromny potencjał w sobie, że część sił tego Wszechświata nieustannie próbuje ją okiełznać, ubezwłasnowolnić, ujarzmić, odessać z niej to, co można wykorzystać dla energetycznego wzmocnienia, wywyższenia chorych ambicji i ega. Niestety, są takie siły i w Kosmosie i na Ziemi. Są to zagubione dusze i duchy, błąkające się stwory energetyczne (coś jak sztuczna inteligencja, wytwór, wypadkowa śmieciowych, niskowibracyjnych emanacji indywidualnej i zbiorowej świadomości, umysłu, itd.)

   Te złe duchy i złe moce to nie iluzja, a żywe istnienie, aktywne byty, które wybrały drogę konsumpcji, pozornego wygodnictwa, rozwoju samego siebie, a nie Wszechświata w duchu Miłości. Wybrały kiedyś tam, często teraz, życie oparte na wartościach doczesnych, zubożonych a pojmowanie siebie, jako elementarnej jednostki i komórki wszechistnienia. Zdecydowały się na przeżycie, a nie na życie w Świetle i Miłości. Takie podejście prowadzi bardzo często do zboczenia z drogi, a zbacza się, gdy jest się ślepym, niedowidzącym, niesłyszącym, nieczującym. Dlatego trzeba im pomagać, wskazywać kierunek, rozświetlać przestrzeń i tereny, uwrażliwiać na innych, dawać nadzieję. Kto znajduje w tym swoje posłanie, ten pomaga uzdrawiać cały świat, staje się czasową podporą dla mniej lub więcej zniewolonych, pozwalając im się uwolnić od mroku niemożności, wyrwać z matni ciemności i zła. Czasami uczestnicząc w tym procesie uzdrawiania świata, konkretnej duszy, istnienia można samemu doświadczyć i przeżyć chwile grozy i ciemności, strachu, zniechęcenia, upodlenia. Ale kochani bracia i siostry – nie poddawajcie się wtedy, wręcz odwrotnie – mobilizujcie wszystkie swoje siły, uruchomcie całą swoją wewnętrzną mądrość i ludzką wiedzę, aby przetrwać ten moment i podążać drogą zawierzenia Światłu i Miłości. Innej alternatywy nie ma, jeżeli chcecie BYĆ, ŻYĆ, cieszyć się z daru życia. Pamiętajcie o tym – to jest najwyższy skarb, czyste światło Boga w Was samych – DUSZA. O nią dbajcie, ją rozwijajcie, bądźcie za pan brat z dusza i Duchem Miłości – PraDuchem. Rozwijajcie Kosmiczną Świadomość Współistnienia, wiedząc, że gdy działacie na rzecz Ziemi, innych ludzi, Kosmosu, Natury i Wszechświata to wznosicie się pionowo, rozwijacie kwantowo, stając się coraz czystszym, pełniejszym obrazem Boga w was samych dla nas wszystkich, łącząc już nie tylko kontynenty a Wszechświaty.

   Z Boskim pozdrowieniem i błogosławieństwem, Kosmiczną Świadomością Boga w każdym z nas,

                                                              Maintreja

Udostępnij

Dodaj komentarz

capcha